8.25.2024

„Król Maciuś Pierwszy” Janusza Korczaka, czyli demokracja jako dystopia

Król Maciuś Pierwszy (1923) Janusza Korczaka. Dzieckiem będąc, bałem się tę książkę przeczytać, ponieważ zaczyna się od tego, że król umiera, a rządy po nim musi objąć 10-latek. Wielka odpowiedzialność chłopca zniechęcała mnie do lektury. Ale przeczytałem ją dzisiaj i wierzcie mi – to nie jest poczciwa opowieść dla dzieci!

Powieść dostępna na WolneLektury.pl


    Szczerze powiedziawszy to nie wiem, w jaki sposób jest ona dla dzieci, w jaki sposób dzisiejszy rodzic wyjaśni jej sensy. Ale tak samo nie do końca rozumiem, w jaki sposób Chłopcy z Placu Broni (1906) F. Molnara są dla dzieci. Owszem, Janusz Korczak (1878?-1942) swoją przystępną opowieścią przybliża mechanizmy funkcjonowania państwa, politykę wewnętrzną i zagraniczną, strategie i okrucieństwa wojenne. Jest to więc zarówno traktat o państwie, państwowości (innym wielkim traktatem o państwie – ale dla dorosłego odbiorcy – jest Faraon Bolesława Prusa), jak i lekcja politologii adresowana do młodego czytelnika. Gdyby w polskim systemie edukacyjnym znajdował się przedmiot typu politologia właśnie, to obecność w nim powieści Korczaka byłaby kapitalna!

Król Maciuś Pierwszy Reformator
Trzej królowie


    Tymczasem Król Maciuś Pierwszy to coś więcej. To dystopia! Nie spodziewałem się tego, naprawdę! Bo co tu się dzieje? 

    Dziesięciolatek, który odbywa przyspieszony kurs dojrzewania i poznaje, jak funkcjonuje jego kraj, jak funkcjonują trzy kraje europejskie, a także jeden kraj afrykański, przeszczepia na grunt dotychczasowej monarchii ludowładztwo. Ludowładztwo – władza ludu, demokracja. W powieści wspomina się ją – w sposób bezpośredni bądź pośredni – co najmniej dwa razy.

    Pierwszy raz, gdy Maciuś odbywa zagraniczną podróż u smutnego króla:

    „– (...) Nie pokazywałem go [ogromnego domu] waszej królewskiej mości, bo to gmach parlamentu. Ponieważ w waszym państwie nie ma ludowładztwa, sądziłem, że nie będzie ciekawe.

    – A ja bym bardzo chciał ten… ten… parlament zobaczyć”.

    Drugi raz, gdy Maciuś szuka finansów dla swoich reform:

    „(...) poseł powiedział, że można pożyczyć Maciusiowi pieniądze, ale żeby dał konstytucję, żeby rządził cały naród.

    – Bo jak pożyczymy tylko Maciusiowi, możemy stracić, a jak pożyczymy całemu narodowi, to zupełnie co innego. Tylko – powiedział poseł – ministrowie pewnie się nie zgodzą.

    – Muszą się zgodzić – powiedział Maciuś. – Co oni sobie myślą? Jeżeli się zgodzili, żebym był królem-reformatorem – no to już.

    Ale ministrowie nadspodziewanie łatwo się zgodzili. Ministrowie strasznie się bali, żeby ich Maciuś nie wsadził do więzienia, więc tak sobie obliczyli:

    – Jak trzeba będzie coś zrobić, powiemy, że tak chce cały naród, i my nic nie możemy poradzić. My tylko musimy to robić, co nam każe cały naród. A całego narodu już Maciuś do kozy nie wsadzi”.

Maciuś przemawia w sejmie, obok Klu-Klu
Z wizytą u króla Bum-Druma w Afryce

    Dość szybko i wcześniej niż moment przywołany w powyższym cytacie ujawniają się zapędy, nazwalibyśmy to dzisiaj, dyktatorskie. Maciuś przecież umieszcza w więzieniu ministrów, którzy nie zgadzają się z jego wolą. Ale i wykazuje się dobrocią – uwalnia ich.

W konsekwencji powstają 2 parlamenty: „jeden dla dorosłych – i tam będą posłowie dorosłych i ministrowie dorosłych. A drugi będzie sejm dzieci – i tam dzieci będą posłami i ministrami”. Chcę zwrócić uwagę na fakt, że w tym sejmie zasiadają też dziewczynki, tyle tylko, „że nic nie mówią”. Ale przecież i to się zmienia – czarnoskóra Klu Klu zabiera głos na posiedzeniu! I dodam jeszcze, że ani w Chłopcach z Placu Broni, ani w innej sławnej powieści, gdzie główną rolę odgrywają dzieci, tj. we Władcy much (1954) W. Goldinga – nie ma dziewczynek.

    Parlament dziecięcy zdobywa przewagę, ponieważ jego pierwsze obietnice są baardzo kuszące, np.: 

    „niech jutro każdy uczeń dostanie w szkole funt czekolady”;

    „1. Żeby zbudować we wszystkich lasach, na górach i nad morzem dużo domów, żeby dzieci biedne mogły wyjeżdżać na całe lato na wieś.

    2. Żeby we wszystkich szkołach były huśtawki i karuzele z muzyką.

    3. Żeby w stolicy urządzić wielki ogród zoologiczny, gdzie w klatkach byłyby dzikie zwierzęta: lwy, niedźwiedzie, słonie, małpy i węże, i ptaki”.

    Reformy idą szybko, a konsekwencje i procesy są nie do zatrzymania: 

    - pogłębiają się m.in. kontakty z – mówiąc językiem Korczaka – murzyńskim królem Bum-Drumem, następuje wymiana dóbr, usług i myśli międzykulturowej. Rozwalił mnie przy tym ten oto fragment: „Stała się rzecz niesłychana: córka Bum-Druma, mała i dzielna Klu-Klu, przyjechała do Maciusia w klatce z małpami”;

    - wychodzą robotnicy z czerwonymi sztandarami, a pojawia się myśl, by wyprowadzić sztandary zielone, symbolizujące „dzieci z całego świata – białe, czarne i żółte” (Maciuś wypowiada też słowa, które przypominają mi… budowanie socjalizmu: „Trzeba się wziąć do pracy, trzeba się wziąć do pracy”); 

    - kolejne grupy społeczne chcą praw („Dawniej nie mieli praw ani chłopi, ani robotnicy, ani kobiety, ani Murzyni. A teraz wszyscy mają prawa, tylko dzieci nie!”); 

    - „do szkół mają chodzić dorośli” (trochę jak… reedukacja?), zaś dzieci przejmują role zawodowe dorosłych; 

    - w systemie demokratycznym, który buduje Maciuś, kładzie się nacisk na wolność decydowania o sobie, więc każdy może być, kim chce: „(...) jeden chłopak chciał być katem, a jeden chciał być Indianinem, a jeden wariatem”

    - następują wulgaryzacja języka i przemiany w sferze obyczajowej: „w rodzinach dużo było sporów”, „Dawniej mali bili się z małymi, a teraz starsi dokuczają małym”

    - „tysiąc czarnych dzieci przyjechało” (działanie przyjezdnej kultury jest zarówno negatywne, jak i pozytywne);

    - pojawia się wątek szpiegowski.

    Nie można nie wspomnieć o czwartej władzy, jaką sprawują media. W państwie Maciusia funkcjonuje gazeta, która schlebia rządom. To przecież za sprawą jej dyspozytorów Felek – przyjaciel Maciusia – wypowiada następujące słowa (osadzenie ich w pełniejszym kontekście przywołuje na myśl nowomowę):

    „(...) Koncepcja waszej królewskiej mości może być kodyfikowana w swej prymitywnej formie – powiedział Felek – nie śmiem narzucać osobie królewskiej mego moratorium; jednakże co się tyczy mojej osoby urzędowej, pragnę być baronem fon Rauch, ministrem proparu”

    „Osoba królewska”, „osoba urzędowa”… Oto Korczak hipster wprowadza język niebinarny! Co ci, Czytelniku, przypomina widok znajomy ten?

Zamiast rozstrzelania, zesłanie na bezludną wyspę

    Wielki słownik języka polskiego” dystopię definiuje jako: „literacki utwór fantastycznonaukowy przedstawiający ponurą wizję rzeczywistości”. Wszystkie, dosłownie wszystkie procesy związane z wprowadzaniem ludowładztwa, ich mechanizmy i konsekwencje, jakie opisał Korczak, odzwierciedlają się w naszej codzienności politycznej, społecznej, kulturowej, obyczajowej – w demokracji liberalnej!

    Nie dziwię się, że dorosły czytelnik, który wyznaje jej zasady, identyfikuje się jako demokrata, który deklaruje się jako piewca praw i swobód człowieka, który jest odbiorcą jednego medium, jednej myśli politycznej, ideowej, że taki człowiek po lekturze powieści Korczaka poczuje się, jakby włożył na siebie za duże ubranie. Jakoś niewygodnie. Jakoś dziwnie i nieprzystępnie. Korczak, czytany po 100 latach, oferuje niebywałe – czasami trudne, czasami szokujące, ale przecież przenikliwe – doświadczenie czytelnicze. Z pewnością poszerza naszą świadomość ideową, kruszy mur przywiązania do – wydawać by się mogło – jedynej opowieści o świecie, w jakiej żyjemy i jakiej ufamy. 

    Jak się zakończyły dzieje 12-letniego już Maciusia Reformatora, dobitnie świadczące, że powieść jest dystopią, nie powiem (choć kadr podpisałem). Mogę tylko dodać, że jest kontynuacja: Król Maciuś na wyspie bezludnej (moje dwa pierwsze skojarzenia: los Napoleona Bonaparte; Egipcjanin Sinuhe Miki Waltariego). Napisał więc Korczak dylogię. Mam ochotę sięgnąć po drugą część. I chyba to zrobię! A jak już zrobię, to do niniejszego postu dopiszę kilka przemyśleń!

    Obejrzałem ekranizację z 1957 r. w reżyserii Wandy Jakubowskiej. Kadry w niniejszym wpisie pochodzą w tego właśnie filmu. 

    A na koniec jeszcze dwa cytaty z Króla Maciusia Pierwszego:

    „Największy strach jest wtedy, kiedy się człowiek nic nie spodziewa, jest wesół, a tu się nagle coś stanie”.

    „Żeby wiedzieć, co robić, trzeba przecież dowiedzieć się, co się stało”. 

    Ahoj, kochane Osoby Czytelnicze!


APPENDIX

    Król Maciuś na wyspie bezludnej (1923) Janusza Korczaka. Kto uroni łezkę, kto się popłacze, to ja to zrozumiem. Bo ta część - kontynuacja Króla Maciusia Pierwszego - jest w swojej wymowie refleksyjna, kontemplacyjna, momentami stoicka. I smutna. Jasno mówi, jak trudno żyć, będąc obarczonym błędami przeszłości.

    Zaczyna się od tego, jak (za WolneLektury.pl) „królowie urządzili zjazd, aby zdecydować, na którą wyspę zesłać pokonanego Maciusia. A on ucieka z więzienia, ukrywa się jako chłopiec na posyłki u rzeźnika i jako dziewczynka w sierocińcu, by w końcu zjawić się niespodziewanie w miejscu obrad władców. Popierają go dzicy ludożercy, z czego wynika mnóstwo kłopotów, aż wreszcie Maciuś, zniechęcony, dobrowolnie udaje się na wygnanie”.

    Miejscem zsyłki Maciusia jest wyspa Białego Szatana (którą potem niechętnie opuści). To odpowiednie miejsca, aby swoje życie poddać refleksji, zrozumieć, jak idealizm roztłukł się w zderzeniu z racjonalizmem świata, który chciał uczynić dobrym i sprawiedliwym. Pojawia się szereg pytań:

    - o tożsamość: “I dziwne, że tak długo był taki i wcale nie wiedział, że może być inny. A który jest prawdziwy Maciuś: czy dumny król-Reformator, czy cichy i zamyślony dobrowolny wygnaniec bezludnej wyspy, Maciuś-filozof?”.

    - o procesy i postęp: “Dawniej ludzie mieli łuczywo (tak jak u Bum-Druma). Potem mieli świece, potem lampy naftowe, potem gaz, a teraz mają elektryczność. Czy wymyślą jeszcze coś lepszego?”

    - o rolę książki w życiu człowieka: “Przepiękna rzecz - książka. Wszystko, co ludzie najmądrzejszego wymyślili - napisano w książkach (...)”; “Jeżeli się czyta, to się potem jeszcze więcej myśli. W książkach jest dużo, ale nie wszystko. I dopiero trzeba samemu ułożyć sobie w głowie”. 

- co to znaczy myśleć?

    Król Maciuś na wyspie bezludnej jest powieścią intertekstualną: zawiera w sobie Pamiętnik Maciusia. Wiele w nim uwag, np: „Hartować wolę znaczy - robić to, czego się nie chce robić”.

    W samej powieści znajdziemy inne prawdy, choćby:

    Nikt się nie rodzi w kajdanach. Dopiero ludzie nałożą na ciebie żelaza”;

    Jeżeli ktoś zawsze jest cichy i smutny, to nic; ale jak zawsze wesoły - i nagle coś mu się stanie, to bardzo żal, że tak się od razu odmienił.

    Janusz Korczak napisał rzecz o człowieku tułaczu, który szuka miejsca w świecie. Który rezygnuje z dawnych ideałów i godzi się z tym faktem. Który chce być kimś, kim nigdy nie był.

Mnie najbardziej przyświeca myśl o tęsknocie za utraconym dzieciństwem. Lektura pozostawiła mnie w stanie rozwichrzonych myśli i wielu dręczących refleksji. Mądrość zawarta w 2 częściach opowieści o chłopcu, który chciał zmienić świat, jest niezaprzeczalna! Czytajcie Korczaka!



5.25.2024

„Cudzoziemka” Marii Kuncewiczowej, czyli osobowość zaburzona

Dawno chciałem przeczytać Cudzoziemkę (1936) Marii Kuncewiczowej – najsłynniejszą powieść psychologiczną XX-lecia międzywojennego. W końcu zrobiłem to – i jestem pod wieeelkim wrażeniem! Chciałem też poświęcić jej dłuuugi tekst na blogu, ponieważ w dziele tym jest to, co ze wszech miar psychopatologiczne i dotyczące zaburzeń osobowości. Zrezygnowałem jednak z tego planu. Tekst będzie krótszy i ze wszech miar nie wymyślny. Ot, kilka uwag.

A zrezygnowałem, ponieważ zorientowałem się, że jest to powieść tak głęboka i wieloznaczna – i w sumie psychicznie obciążająca – że aby powiedzieć o niej coś głębszego i jednoznacznego, musiałbym przeczytać ją drugi raz i trzeci. Zdania (autorka pisze piękną polszczyzną) i myśli bowiem są takie, że można się nimi delektować, potem nad nimi zadumać, a następnie przekonać się, że one zamiast coś doprecyzować, otwierają drzwiczki dla nowych interpretacji.


Co się dzieje w Cudzoziemce?

Akcja Cudzoziemki rozgrywa się w ciągu jednego dnia (tak jak np. Ulisses Jamesa Joyce’a albo Pani Dalloway Virginii Woolf). To październikowy poniedziałek, gdy 60-letnia Róża Żabczyńska przekracza próg mieszkania swojej córki Marty i wraca wspomnieniami do lat minionych. Poznajemy je dzięki retrospekcjom. Na czym się one skupiają, jak wyglądają fakty z przeszłości Róży i co jeszcze dzieje się tamtego dnia? Katarzyna Babulewicz tak je opisuje w swoim szkicu pt. „Muzyka w Cudzoziemce Marii Kuncewiczowej” („Kwartalnik Młodych Muzykologów UJ”, nr 21 (2), 98-117, 2014), (w niebieskich nawiasach wtrącenia moje):

„Róża Żabczyńska wychowała się w Taganrogu [w Rosji]. W wieku kilkunastu lat wyjechała z rodzinnego domu, aby zamieszkać u swej ciotki w Warszawie [u ciotki Luizy, która, zresztą, nazywa ją Ewą, Eweliną, aby nie sugerować semickich przynależności; tą formą też będzie się zwracał do niej jej przyszły mąż)], co umożliwić jej miało zdobycie należytego wykształcenia. Rozpoczęła naukę (...) w szkole muzycznej, w klasie skrzypiec. Zakochała się wówczas w Michale Bądskim, synu uczącego ją profesora. Związek dwojga bardzo młodych ludzi okazał się krótkotrwały, jednak uczucie Róży już zawsze miało o sobie przypominać, nie pozwalając jednocześnie zaznać bohaterce szczęścia. Wywierało również wpływ na niemal wszystkie podejmowane później decyzje, zwłaszcza na wybór konserwatorium - Róża postanowiła wyjechać na studia do Petersburga, gdzie przebywał już starszy o kilka lat Michał. Po przyjeździe spotkało jednak bohaterkę ogromne rozczarowanie: dawny ukochany zdążył już się zaręczyć z pewną Rosjanką. Nadszedł dla Róży wyjątkowo ciężki czas; nie dość, że pogrzebane zostały jej marzenia związane z miłością życia, dawać się we znaki zaczęły również problemy związane z grą na skrzypcach, mankamenty techniczne, które spowodowane były nieprawidłowo przebiegającym kształceniem w poprzednim, warszawskim etapie nauki.

Za zranione uczucia bohaterka postanowiła się zemścić, jednak nie na tym jedynym, który zresztą winny był jej złamanego serca. Gniew wymierzony został przeciwko całemu światu, a przynajmniej - przeciwko jego męskiej części. Róża celowo podkreślała swą zjawiskową, nieco egzotyczną urodę, aby jednocześnie swym nieprzystępnym zachowaniem zadawać cierpienie mężczyznom. Postanowiła wyjść za mąż za kogoś, nad kim będzie czuć całkowitą przewagę i komu nie będzie niczego zawdzięczać. I takie właśnie podłoże miało zawarcie małżeństwa z Adamem. Związek ten przez całe przyszłe życie miał przyczyniać się do cierpienia obu stron. Na świat przyszła jednak trójka dzieci: Władysław [Więź z nim nie jest zdrowa, czego dowodzi przekonanie Róży, że żadna kobieta nie jest godna jej syna (tutaj przypadek Haliny, z którą – z inspiracji matki – zerwał zaręczyny). Gdy później wiąże się z Jadwigą, to Róży nie podobają się oczy synowej ani ślub w obrządku katolickim, poza tym… wszędzie śmierdzi (Jadwiga przez wszystkie lata znosiła upokorzenia ze strony teściowej, co doprowadziło ją do nerwicy)], Kazio (którego wczesna śmierć była kolejnym czynnikiem potęgującym konflikt między małżonkami) oraz Marta [Więź z córką Martą też nie jest zdrowa. Matka traktowała ją bowiem jako kogoś obcego, a jej niechęć pogłębiała się przez kolejne lata. Róża alienowała swoją córkę, całkowicie kontrolowała jej życie]

(...) W momencie, w którym zaczyna się akcja powieści (wszystko, o czym była mowa do tej pory to przedakcja, którą zawierają retrospekcje), dzieci Róży są już dorosłe i mają własne rodziny. Bohaterka odwiedza córkę w jej domu, ta jednak zapomina o umówionym spotkaniu z matką. Kiedy Róża się zjawia, próbuje ukryć zmieszanie. Tego dnia dochodzi do konfrontacji Róży ze wszystkimi członkami rodziny. Bohaterka, zazwyczaj wyniosła, nerwowa, złośliwa, a momentami wręcz bezduszna, ulega niespodziewanie dziwnej metamorfozie [W momencie, gdy Róża przekroczyła próg mieszkania córki, jest mocno poirytowana, rozzłoszczona, każe Adamowi przymierzyć kamasze; dostaje się też jej wnukowi. Chwilę później wszyscy radośnie zasiadają do stołu, by zjeść obiad]. Staje się pogodzona z całym swym losem, przeprasza nawet bliskich (...)”. Dopiero w pewnym momencie dowiadujemy się o poznanym w Królewcu doktorze Gerhardzie i jego leczącym wpływie:

„On jeden nie zląkł się mnie. On jeden nie słuchał słów moich, tylko serca posłuchał. On jeden dzieciństwo w starym moim sercu zobaczył. Nie perswadował nic, nie walczył ze mną, nie obrażał się nie pochlebiał: głupie ręce skrępował, językowi złemu kazał milczeć – serca słuchał i męczarnie jego zrozumiał. (…) Wszyscy wy dla mnie tacy: boicie się. Żebym nie zrobiła wam czego złego. Zdrowa, chora – zawsze ja dla was niebezpieczna… zawsze straszna. (…) Ach, trzebaż było właśnie albo zabić mnie, albo obudzić z dzieciństwa mściwego, w którym zastygłam, kiedy Michał ledwie rozkwitniętą porzucił.  (…) Czy zdążę jeszcze poistnieć trochę? Człowiekiem trochę pobyć?”.


Co dolega Róży?

To tyle, gdy chodzi o nakreślenie sytuacji. Po zapoznaniu się z tak podanymi faktami z życia Róży wyłania się jej pewien obraz. Nawet gdybym przytoczył masę innych faktów, szczegółów, nie oddałyby one złożoności bohaterki ani psychopatologii jej życia codziennego! Tę powieść można by nawet zaspojlerować (a nie zrobiłem tego!) – i nie straciłaby ona nic, dosłownie nic, ze swojej głębi. Maria Kuncewiczowa napisała bowiem dzieło głębokie, fascynujące, inspirujące. Jest ono pełne znaczeń i głębin psychoanalitycznych (pod tym kątem interpretował je Bruno Schulz); muzycznych (tutaj link do cytowanego szkicu K. Babulewicz:  https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ-r2014-t-n21_(2)/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ-r2014-t-n21_(2)-s98-117/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ-r2014-t-n21_(2)-s98-117.pdf; tożsamościowych; kolonialnych; antropologicznych (Różę można uznać za efekt kultury europejskiej; nieprzypadkowo przecież przenosimy się do wielkich ośrodków myśli intelektualnej i kultury: Warszawa, Petersburg, Berlin, Rzym, Królewiec; nieprzypadkowo słuchamy muzyki klasycznej). 

Można też Różę widzieć jako bohaterkę cierpiącą na zaburzenia osobowości.


Co jeszcze o powieści psychologicznej?

Powieść Marii Kuncewiczowej jest pasjonującą, wciągającą lekturą; lekturą, o której można dyskutować i dyskutować, którą można interpretować i spierać się o jej rozumienie. Moja interpretacja prezentuje się tak: Cudzoziemka jest jak obraz sesji psychoterapeutycznych, pozwalających – jak to się mówi – przepracować sytuacje trudne. „Cały dzień dzisiaj widzę czasy, rzeczy, miejsca tak dawno minione… Co to znaczy? Czemu wszystko na raz wraca do mnie?” – zastanawia się Róża.

Po to przywołuje się wydarzenia z życia, aby odczuć ulgę od jego ciężaru, uwolnić się od wadliwego sposobu funkcjonowania, porzucić dotychczasowe przyzwyczajenia i nawyki, aby niejako wyprostować, wygładzić osobowość. Czasem akcji jest ten szczególny dzień z życia kobiety, dzień przełomowy, oczyszczający, odblokowujący, dzień jakże istotny dla pacjenta, w którym działanie terapeutyczne przynosi dobry rezultat. 

Lektura tej powieści daje więc nadzieję, że niezależnie jak bardzo popsuty jest człowiek, jak bardzo trudny w relacji z drugą osobą, to istnieje szansa na jego naprawę. Zmiana jest możliwa zawsze; możliwe jest wycofać się z toksycznego funkcjonowania i popatrzeć na świat łagodnym okiem, z uśmiechem na twarzy. Uśmiech – jak uczy Kuncewiczowa – to życie; „uśmiech jest niezbędny do życia. Taki uśmiech, który z sytego serca płynie”. I uczy nas jeszcze autorka, że „zawsze jest czas, aby uczyć się życia”.

Cudzoziemka uchodzi za najdoskonalszy przykład powieści psychologicznej XX-lecia międzywojennego. Znane są i inne powieści tego nurtu z tamtego okresu, oto one: Granica Zofii Nałkowskiej (1935); Wędrówka Joanny Ewy Szelburg-Zarembiny (1935) (otwierająca 5-tomowy cykl Rzeka kłamstwa); Zwycięska samotność. Kobieta szuka siebie Ireny Krzywickiej (1935); Dziewczęta z Nowolipek Poli Gojawiczyńskiej (1935); Zazdrość i medycyna Michała Choromańskiego (1933); Całe życie Sabiny Heleny Boguszewskiej (1934); Niekochana Adolfa Rudnickiego (1937). Listę niech uzupełnią obyczajowe Noce i dnie Marii Dąbrowskiej. Jestem bowiem przekonany, że Barbara z Ostrzeńskich Niechcicowa to osobowość depresyjna. 

Na koniec jeszcze podrzucam link do kanału Sola Fabule, gdzie jego autor interpretuje bohaterkę niniejszego postu. Robi to w sposób naprawdę pasjonujący, inteligentny i zabawny: https://www.youtube.com/watch?v=-LQClZ9E0MQ.

4.12.2024

„Na południe od Brazos”. Jaka piękna droga!

 Na południe od Brazos (1985) Larry'ego McMurtry'ego. Powieść, o której wiedziałem już w trakcie czytania, a potwierdzenie znalazłem po przeczytaniu, że będzie jednym z najlepszych doświadczeń czytelniczych w moim życiu. Było epicko i z rozmachem, a przeczytanie 839 stron tego westernu (+ posłowie Michała Stanka) zajęło mi 19 dni. Jej lektura dostarczyła mi mnóstwa wzruszeń i skłoniła do zanotowania kilku refleksji.

Drugie wydanie polskie ukazało się w 2017 r. / Wydawnictwo Vesper, przeł, Michał Kłobukowski

VII

Swoimi wrażeniami z lektury dzieliłem się na InstaStories (asystent_literatury to ja: https://www.instagram.com/asystent_literatury?igsh=MTZwbG82czB6YzRlMg==). Potem zmontowałem z nich kompilację pt. „Na południe od Brazos w instagramowym ujęciu 🤠🐎🐄” i wrzuciłem na swój prywatny kanał na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=2OUw7n-Ml7g. Więc jeśli zaraz tam zajrzysz, obejrzysz, to zostaw ślad w postaci lajka.


VI

O czym – w największym skrócie – jest ta opowieść? Jak opisuje Filmweb):

„Dwaj emerytowani szeryfowie z Teksasu, Gus McRae i Woodrow Call, są zadowoleni na myśl o spędzeniu reszty swoich dni w małym teksańskim miasteczku Lonesome Dove. Ich dawny przyjaciel Jake przyjeżdża do miasta i opowiada im o niesamowitych możliwościach dla ranczerów bydła w Montanie. Zachęcony tym Call namawia Gusa i wielu innych mieszkańców do wyruszenia na niebezpieczny spęd bydła do Montany. Gus ma jednak ukryty cel: jego dawna ukochana mieszka teraz w Nebrasce i liczy, że dostanie od niej drugą szansę. Wraz z czasem trwania wyprawy nabiera epickich rozmiarów, ostatecznie stając się prawdopodobnie najważniejszym wydarzeniem w życiu wszystkich uczestników”

W powieści tej mamy całą plejadą bohaterów 2-, 3-planowych, całe dziesiątki postaci. A jednak ich losy nie układają się w nić powiązań chaotycznych. Służą one raczej utrwaleniu, upamiętnieniu świata Dzikiego Zachodu, tj. lat 70/80. XIX wieku (mniej więcej wtedy - z przewagą na więcej - dzieje się akcja). Przyznam, że od pierwszych stron nie przypadł mi do gustu Jake Spoon, nie polubiłem go. A przecież za jego sprawą 2600 sztuk bydła i kilkunastu kowbojów (+ jedna kobieta) pokonują trasę liczącą ok. 3 tys. mil, czyli ok. 4800 km; przez Spoona Siny Kaczor porywa wspomnianą w nawiasie kobietę. Za to polubiłem:

🤠 Gusa i jego 2 wędrujące z tabunem błękitne świnie (wiecie, że zwierzęta te umieją pływać?). Lubię go za to, że jest ucieleśnieniem życia; kimś, kto ma władanie nad swoim życiem; kto jest decyzyjny.

🤠 17-letniego Newta, który pomału staje się mężczyzną, a i pragnie zrozumieć, kto jest jego ojcem.

🤠 Murzyna Deetsa. 

🤠 meksykańskiego kucharza Po Campo, który przygotował smażone pasikoniki maczane w melasie (str. 367); 

🤠 szeryfa July Johnsona i jego zastępcę Roscoe Browna; 

🤠 Zwey’a - łowcę bizonów (tak, zżyłem się z nim). 

👩🏻‍🦰 Wyraziste są postacie kobiece; aż można się zakochać. W pięknej Lorenie Wood marzącej o wydostaniu się z Lonesome Dove, kochają się niemal wszyscy kowboje, a ona przecież marzy o tym, by zmienić swoje życie.

👩🏻 Elmira - przypominała mi nieco bohaterkę Światłości w sierpniu W. Faulknera.

👩🏻 Klara Allen - kobieta mocno doświadczona przez życie. Wątek miłosny z jej udziałem to jeden z bardziej wzruszających, najpiękniejszych, jakie znam. Och, wzruszające było spotkanie po latach jej i Gusa.

👧 Mam przed oczami Janey - dziewczynkę, która celnie rzucała kamieniami. 

To, co w powieści rzuca się w oczy, to śmierć. Nieanonimowych, istotnych bohaterów, których uśmiercił autor, mamy w tej powieści ok. 20! 

V

🐖🐖 Pierwsze zdanie Na południe od Brazos brzmi: „Kiedy Augustus wyszedł na ganek, błękitne świnie właśnie pożerały grzechotnika”. Wędrówkę wieprzków można śledzić na stronach m.in.: 304, 479, 499, 500, 502, 698, 723, 738, 808. 

🐂 Wędrówka brązowo-czerwono-białego (tęczowego) byka przybłędy z Teksasu: 213, 264,351, 457, 616, 697, 705, 717, 720, 723-725, 759, 792, 819.

❗ O szaleństwie, samobójstwie, chorobach psychicznych wspomina się na str.: 340, 410, 421, 492, 580, 810. 

🤭 Na tych zaś stronach znajdują się… błędy (błędy językowe, których nie wyłapała korekta): 430, 561, 708, 831. Jest ich więcej, ograniczyłam się do tych, bo kilku innych nie zanotowałem 🙄

IV

Na podstawie powieści w 1989 r. powstał 4-częściowy serial (2 Złote Globy, 7 Emmy Awards) w reżyserii Simona Wincera, z głównymi rolami Roberta Duvalla i Tommy'ego Lee Jonesa. Jest on dostępny na YouTube:

cz. 1 Wyprawa: https://www.youtube.com/watch?v=b-LpuPjZpBI

cz. 2 Na szlaku: https://www.youtube.com/watch?v=wjoWiUsMEfU 

cz. 3 Równiny: https://www.youtube.com/watch?v=m6YEy_yi58c 

cz. 4 Powrót: https://www.youtube.com/watch?v=ZaOB1nOZsgk 


III

Z powieścią tą wiąże się… smak papierosów. Bowiem dzień, w którym zacząłem ją czytać, był ostatnim dniem, kiedy zapaliłem papierosa. Z deklaracji tej nie wynika, że kto czyta prozę McMurty’ego, ten rzuca nałóg 🤪. Tamtego dnia było tak, że kupiłem niebieskie Rothmansy – czyli tanie fajki – które sponiewierały mnie tak (straszny ból głowy), że odechciało mi się tytoniu. Zaraz minie miesiąc... 👍

I powtóre, z powieścią tą wiąże się fakt mojego uczestnictwa w rocznym kursie, w którym właśnie biorę udział, a który powoli dobiega końca, i – to, co ważniejsze – kilkunastu innych osób z całej Polski. Widzę ich twarze w okienkach Zooma i pasję, z jaką opowiadają o swoich… pasjach. Są to ludzie wrażliwi i dzielni, bogatsi o wiedzę i doświadczenie. My wszyscy chcemy służyć pomocą innym, wspierać tych, co są po drugiej stronie lustra i udowadniać, że można jakoś funkcjonować.


II

Po przeczytaniu Na południe od Brazos przez kolejne dni chodziłam z głową pełną przemyśleń, wspomnień, uroku. Czasami jest tak, że po dobrej powieści z trudem wracam do świata realnego. Tak było po Chłopach Reymonta, Potopie Sienkiewicza, Lalce Prusa, Sadze o wiedźminie Sapkowskiego, Serce to samotny myśliwy Carson McCullers, Pannie Nikt Tryzny. Tak było i po Brazos. Więc gdy tylko zaistniała okazja pojechać do Biblioteki Śląskiej, aby wypożyczyć Ulice Laredo, zrobiłem to natychmiast. To natychmiast było właśnie dzisiaj (12 kwietnia 2024)! Okazało się nawet, że wypożyczyłem tę powieść jako pierwszy czytelnik.

Larry McMurtry napisał bowiem tetralogię o Dzikim (Starym) Zachodzie: Szlak Umrzyka, Księżyc Komanczów (tej powieści Wydawnictwo Vesper jeszcze nie wprowadziło na polski rynek), Na południe od Brazos, Ulice Laredo


I

🐻🐂 Z wielością bohaterów wiąże się wielość i niesamowitość wątków: krowy, które przewodzą pioruny; chmara pasikoników; gangrena; pojedynek niedźwiedzia grizzly z bykiem. Ten ostatni wątek, przyznam, był impulsem ostatecznym, dla którego sięgnąłem po Na południe od Brazos. Usłyszałem o nim - o tym wątku - oglądając rekomendacje książkowe na kanale Awantury Literackie i Historyczne, tutaj link (polecam!): https://www.youtube.com/watch?v=w08ERF4XMNE&t=652s

Przyznam też, że trzymałem kciuki za teksańskiego buhaja, ale jak się skończył pojedynek? - nie zdradzę! 

Z wielością bohaterów i wątków wiąże się to, że western ten jest również powieścią przygodową i powieścią drogi. A droga jest życiem i jest w niej wszystko: skwar i brak wody, kłębowisko mokasynów, śmierć, Indianie, narodziny i śmierć, nadzieja i honor, marzenia i przemijanie, decyzje i ich skutki, tęsknota za człowiekiem, życiowe wybory, ojcostwo, dojrzewanie, relacje mężczyzna-kobieta, ucieczka w życie, honor i autorytet, męskość i kobiecość, pamięć i tożsamość, nadzieja i odwaga, wzruszenie i podporządkowanie. Wszystko to powoduje, że Na południe od Brazos (a Brazos to rzeka w Teksasie) Larry’ego McMurtry’ego porywa, zaskakuje, wzrusza, boli, daje nadzieję, stawia pytania, rozstrzyga dylematy, bawi, wciąga bez reszty. Jest to przepiękna opowieść o ostatnich kowbojach mijającego świata, kurczącej się przestrzeni i przedsionku starości.

Z całego polecam!