„Death Is Not a Costume” to moja perła w koronie albumu „One Assassination Under God – Chapter 1”. Utwór numer sześć, między „Sacrilegious” a „Meet Me in Purgatory”. Słuchałem go obsesyjnie, obsesyjnie, obsesyjnie. Wracałem do niego po raz kolejny i kolejny, wysyłałem link znajomym, aż zapragnąłem poświęcić mu tekst na blogu.
| „One Assassination Under God – Chapter 1”, Nuclear Blast, 2024 |
Strasznie cieszyło mnie, że mogę podzielić się z kimś czymś, co sam uważam za wartościowe. Lubię obdarowywać ludzi takimi znaleziskami. Link wysłałem między innymi Syli, koleżance ze studiów (20 lat temu). Odpisała po chwili:
S: Pasuje do mnie teraz.
Ja: Musisz jej najpierw posłuchać.
S: Przeczytałam tekst.
Ja: Teraz posłuchaj muzyki.
S: Teraz idę spać, jestem wykończona życiem. I umieraniem.
Ja: Śpij dobrze.
S: Dobranoc. Może znowu mi się przyśnisz, to tam pogadamy.
Ja: A potem posłuchamy „Death Is Not a Costume”.
Zaserduszkowała wiadomość. A ja słuchałem dalej.
Próbowałem zrozumieć, co właściwie jest w tej piosence takiego, że nie mam ochoty jej wyłączyć. Manson buduje napięcie z niezwykłą cierpliwością. Hipnotyczne powtórzenia, drapieżny wokal, mocodajny bas, narastająca dynamika sprawiają, że utwór działa transowo. Transowo. Transowo. Transowo.
Pierwsze sekundy – szumy i narastające dźwięki – przywołują mi atmosferę otwarcia „Organ Grinder” albo „Antichrist Superstar”. Później uruchamiają się kolejne muzyczne skojarzenia: „Spaceman” Babylon Zoo, „Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz” Sweet Noise. Nie dlatego, że są to utwory szczególnie do siebie podobne. Łączą się w mojej głowie poprzez brzmienie i atmosferę. Muzyka Mansona jest zresztą gmachem pełnym drzwi prowadzących do różnych estetyk. Otwierasz jedne, a za nimi znajdujesz następne. W tym eseju podążam ścieżką wybrukowaną metaforami budującymi „Death Is Not a Costume”. Dotrę w zaskakujące miejsce. Ale to będzie piękne miejsce – moje marzenie!
8. Owinięty powtórzeniami
Ponieważ brakowało mi języka, którym mógłbym opisać techniczną stronę „Death Is Not a Costume”, to poprosiłem o to Kubę, kolegę z pracy, który od czasu do czasu tworzy muzykę i o jej budowie wie całkiem sporo. Oto co napisał:
„Konstrukcja utworu standardowa: intro, zwrotka, refren, zwrotka, refren, bridge, refren, outro. Stylistyka na pograniczu rocka i metalu (nu-metal?). Gitary pięknie brzmią, ładnie na początku współgrają. Bas standardowy, podobnie perkusja. Udusiłbym producenta muzycznego za mix wokalu. O wiele lepiej utwór brzmiałby bez tego „mechanicznego” pogłosu. Co nie zmienia faktu, że barwę głosu Manson ma atrakcyjną. Rozpiętość skali, w której śpiewa, nie jest duża. Prosty wykon na rejestrze piersiowym. Czyściutko. W moim odczuciu zdrowiej śpiewa niż kiedyś, miał tendencję do zdzierania gardła, teraz podchodzi z szacunkiem do swojego głosu”.
Tyle Kuba. Teraz ja.
„Death Is Not a Costume” ma taką właściwość, że nie doczekał się teledysku. Dzięki temu jego odbiór pozostaje doświadczeniem wyłącznie muzycznym, a przez to bardziej osobistym. Obcuję z dziełem, do którego nie ma gotowej warstwy wizualnej, która prowadziłaby wyobraźnię w określonym kierunku. Punktem odniesienia pozostaje okładka albumu. To na nią patrzę, słuchając utworu w serwisie YouTube.
„Śmierć nie jest kostiumem” to pojemna metafora. Śmierć to nie przebieranka, rola do odegrania czy gra (aczkolwiek scena gry w szachy w „Siódmej pieczęci” I. Bergmana przedstawia odwrotną perspektywę). To również nie jest fikcja ani iluzja. Kostium jest tymczasowy, a śmierć oznacza ostateczność. Przypomina o tym Zagłoba w Ogniem i mieczem Sienkiewicza: „Ja zaś wolę życie, bo śmierć to naraz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz”.
| Dwa wizerunki śmierci: „Siódma pieczęć” (1957) I. Bergmana; „Danse Macabre” Bernta Notke |
Ale skoro śmierć nie jest kostiumem, to czym jest – i kto właściwie próbuje zrobić z niej kostium?
Tego się chyba nie dowiem. Za to z tabeli tempa utworów na MansonWiki (https://manson.wiki/Marilyn_Manson_lyrics_and_tablature#One_Assassination_Under_God_.E2.80.93_Chapter_1) dowiem się, że tempo „Death Is Not a Costume” to 162 BPM (liczba uderzeń na minutę), czyli podobne do „Little Horn”, „1996” i „As Sick as the Secrets Within”. Piosenka trwa 4 minuty i 52 sekundy i liczy 309 słów, co daje 63 słowa na minutę (czyli ok. 1 słowo co 0,95 sekundy). Zatem tempo muzyki jest ponad dwa i pół razy szybsze niż tempo wypowiadanych słów. Być może dzięki temu nie odbieram piosenki jako pośpiesznej, lecz bardziej kontemplacyjną. To trochę paradoksalne, ale tak jest.
Cechą budującą analizowany utwór są powtórzenia (w różnej formie): paralelizm składniowy, refren, anafora, epifora. Gdyby wyłuskać wersję bez powtórzeń, mielibyśmy 102 słowa. Oznacza to, że 207 słów (67%) stanowią powtórzenia, a tylko 33% tekstu wnosi treść semantyczną.
Jakie wnioski płyną z tej i wcześniejszej matematyki?
Na pewno cztery.
1️⃣ tekst nie rozwija narracji linearnie. Mamy tu raczej do czynienia z krążeniem wokół kilku obrazów, z monologiem człowieka uwięzionego w powracających myślach. W 1994 r. Manson nagrał piosenkę „Wrapped In Plastic” (Owinięty w plastik); w przypadku „Death Is Not a Costume” można by powiedzieć „Wrapped in Repetitions” (Owinięty powtórzeniami).
2️⃣ powtórzenia pełnią funkcję psychologiczną. Owinięcie się nimi oznacza natręctwo myśli, obsesję czy po prostu jakąś trudność psychologiczną. Człowiek przeżywa te same słowa wielokrotnie, zamiast iść dalej.
3️⃣ utwór przypomina kompozycję muzyki liturgicznej, lamentu albo tantrę. Chodzi w nich o pogłębione, emocjonalne doświadczenie.
4️⃣ taka matematyka sprawia, że słuchacz zapamiętuje obrazy.
Obrazy są sugestywne i prowadzą w różne przestrzenie.
Idę tam!
7. Mój umysł, twój koń
Obrazy zbudowane są z metafor, symboli, kontrastów, apostrof, powtórzeń. Metaforyka jest sugestywna, co, moim zdaniem, czyni piosenkę wizualną. Widzimy zamalowane okna, czarną księgę, krew na dłoniach.
„Try to get inside my head
All the windows are painted shut
Take your horse to my water to drink
I'm not the gift that you think”
Spróbuj dostać się do mojego umysłu / Wszystkie okna zostały zamalowane.
Przyprowadź swojego konia do mojego źródła, żeby się napił
Nie jestem darem, za jaki mnie uważasz
Intuicyjnie odczytuję tu odwrócenie powiedzenia „oczy są zwierciadłem duszy”, przypisywanego (nie wiedzieć czemu) Szekspirowi. Szekspir w tragedii Król Ryszard III (tł. Józef Paszkowski) napisał:
„Tobie polecam władze duszy mojej.
Nim okiennice zawrę moich oczu:
Czy śpię, czy czuwam, miej mię w Swej opiece!”
Cyceronowi z kolei przypisuje się sformułowanie „Twarz jest zwierciadłem duszy”. Oznacza to, że wyraz twarzy miałby odzwierciedlać ludzkie myśli i emocje.
U Mansona zamiast zwierciadła mamy okna – tradycyjny symbol kontaktu ze światem i możliwości zajrzenia do wnętrza. Dostęp taki został świadomie odcięty. Pojawia się więc motyw odłączenia od rzeczywistości, zamknięcia się w sobie. Koresponduje to z motywem odłączenia się ciała od duszy w kontekście „Disassociative”.
Uwielbiam tę piosenkę! Od zawsze marzyło mi się, aby po słowach: „4, 3, 2, 1” wszedł chór mieszany. Rozszerzenie instrumentarium – a raczej głosarium – z pewnością uatrakcyjniłoby odsłuch.
| Cranberries: „In your head, in your head / Zombie, zombie, zombie-ie-ie” |
Zaraz potem pojawia się obraz konia (z pewnością nie ma on nic wspólnego z „Four Rusted Horses”) i wody. Angielskie przysłowie mówi: „You can lead a horse to water, but you can't make it drink” (możesz stworzyć komuś możliwość, ale nie możesz zmusić go, żeby z niej skorzystał). Być może Manson przekształca to powiedzenie na własny użytek, nie mówi przecież o jakiejkolwiek wodzie, lecz o „my water”. Woda to symbol życie, prawdy, własnego doświadczenia. Koń zaś instynktownie unika wody, która wydaje mu się niezdatna do picia. Końmi interesuję się, odkąd przeczytałem „Szlak umrzyka”, „Księżyc Komanczów”, „Na południe od Brazos” i „Ulice Laredo” Larry’ego McMurtry’ego. Ihaaa!
6. Pęknięcia w magii
Potem narrator przechodzi do pewnej konstatacji i nie mówi już o własnej niedostępności, a wskazuje na drugą osobę i to, co na niej ciąży:
„You've got cracks in your magic
Blood on your hands
Cracks in your magic
Blood on your hands”
W twojej magii pojawiły się pęknięcia / Masz krew na rękach
Pęknięcia w twojej magii / Krew na twoich rękach
Krew na rękach to stary motyw biblijny. Pojawia się w opowieści o Kainie po zabójstwie Abla, w Psalmach, a z motywem odpowiedzialności i obmywania rąk spotykamy się w scenie z Piłatem. Wątek znajdziemy w szekspirowskim Makbecie (Lady Makbet), a na polskim gruncie w Balladynie J. Słowackiego. W każdym z tych przypadków chodzi o winę, której nie można zmyć.
U Mansona „krew na rękach” oznacza winę całego człowieka (a nie dłonie poplamione krwią jak na poniższych kadrach), dlatego można tu mówić o synekdosze, szczególnym rodzaju metonimii. Co więcej, zestawienie jej z „pęknięciami w twojej magii” tworzy interesującą całość, bo niezależnie od tego, do kogo skierowana jest ta apostrofa, dokonuje się tu demaskacja. Iluzja/autorytet przestaje działać.
| Kadry z „Heart-Shaped Glasses”, „Say10” i „Don’t Chase the Dead” |
W piosence ujawnia się forma dialogowa – lecz z kim rozmawia narrator, do kogo się zwraca (Jezus Chrystus?) – to pozostaje w strefie dociekań. Ta forma stwarza możliwości dla muzycznych interpretacji. Pink Floyd w „Keep Talking” wprowadzili żeński chórek, tzw. backing vocals (co – gdy tego słucham – powoduje, że mam dreszcze na plecach). Manson ma na swoich płytach sporo kawałków, w których współpraca artysta-chórek świetnie by brzmiała. „mOBSCENE” czy „Arma-goddamn-motherfuckin-geddon (The Teddybears Remix)” są tego przykładem.
5. W poszukiwaniu małej czarnej księgi
Krew prowadzi do winy, wina do osądu, a osąd do przedmiotu, na punkcie którego się zafiksowałem – do „little black book”.
„Cross my name off the devil's to-do list
Burn every page in that little black book
And we're praying it remains
in the mouth of God”
Wykreśl moje imię z diabelskiej listy zadań / Spal każdą stronę tej małej czarnej księgi
I módlmy się, by pozostała / w ustach Boga
„Little black book” nie pojawia się ona u Mansona po raz pierwszy. W „Children of Cain” („Born Villain”, 2012), piosence o człowieku postrzegającym siebie jako część skażonej, naznaczonej winą ludzkości, mamy:
„So take your little black book
I see the way that you look into it
I'll eat it and I'll cut my tongue
And all the pages you spread,
Sweet as honey you said
But I'm choking on your bitter stories”
Weź więc swoją małą czarną księgę / Widzę, jak zaglądasz do jej wnętrza
Pożrę ją, choć rozetnę sobie przy tym język / i wszystkie jej rozłożone strony
Mówiłaś, że są słodkie niczym miód / ale ja krztuszę się goryczą twoich historii
Jeśli w powyższym fragmencie znajduje się podpowiedź do nurtującego mnie pytania, to ma ona kształt taki, jak w tym cytacie właśnie🙄
Zadałem sobie pytanie, czy przedstawiona na okładce płyty akwarela mogłaby być jedną z kart (a może nawet okładką) rzeczonej „little black book”.
Szybko uznałem, że nie.
W teledysku do „As Sick as the Secrets Within”, który można odczytać jako opowieść o procesie twórczym lub nieustannym stwarzaniu samego siebie, widzimy tę akwarelę jeszcze w trakcie powstawania. Towarzyszą jej inne prace rozłożone w pracowni artysty.
Okładkowa karta z portretem sprawia wrażenie luźno położonej na innym arkuszu. To praca wyjęta z teczki malarskiej – i z pewnością nie „little black book”. [0:27] „The Son of the Morning”
Kadry z teledysku „As Sick as the Secrets Within” |
4. I staniesz w moim cieniu
Akwarela na okładce albumu nosi tytuł „And You Shall Stand in My Shadow”. I może przywoływać Psalm 91, rozpoczynający się słowami:
„Kto przebywa w pieczy Najwyższego
i w cieniu Wszechmocnego mieszka,
mówi do Pana: «Ucieczko moja i Twierdzo,
mój Boże, któremu ufam».
Bo On sam cię wyzwoli z sideł myśliwego
i od zgubnego słowa”.
Nie będę podążał tym tropem, ponieważ nie wydaje mi się szczególnie istotny dla interpretacji. Znacznie ważniejszy jest sam obraz.
Akwarela przedstawia wydłużoną, niemal nieludzką twarz o wysokim czole i zarysowanych kościach policzkowych. Lekko przymrużone oczy patrzą wprost na odbiorcę: uważnie, czujnie, z determinacją. Nad linią oczu biegnie ciemny łuk przypominający aureolę. Dominują chłodne biele i szarości, przełamane różem, czerwienią, ochrą oraz ziemistymi brązami. Kompozycja jest oszczędna, można powiedzieć, że ascetyczna, a zarazem ekspresyjna.
Podczas wielokrotnego słuchania „Death Is Not a Costume” przestała być dla mnie jedynie akwarelą oglądaną na ekranie. „And You Shall Stand in My Shadow” i muzyka połączyły się w jednej sekundzie, a ja doświadczyłem czegoś, co nazwałbym doświadczeniem transportującym.
3. Słońce i cień
Inna metafora pojawia się w drugiej części utworu:
„I'll break your sunshine
To scare my shadow away”
Rozbiję twoje słońce / żeby odstraszyć własny cień
Zmienia się pozycja narratora!
Wcześniejsze wersy mają przede wszystkim charakter próśb, życzeń lub stwierdzeń („Cross my name off…”, „Burn every page…”, „Wish I knew you…”). Teraz narrator deklaruje działanie, a deklarację tę powtarza wielokrotnie. Mamy hipnotyczny, obsesyjny efekt, podobny trochę do… zaklęcia albo mantry.
Coś podobnego dzieje się w „Antichrist Superstar”:
„The time has come it is quite clear
Our antichrist
Is almost here…
it is done”
Nadszedł czas, to jest dość oczywiste / Nasz antychryst
Jest prawie tutaj… / Dokonało się
Uważam, że w obu przypadkach mamy podobną funkcję dramatyczną. Narastające napięcie znajduje ujście w wykrzyczanej frazie. Manson wywołuje efekt magiczny. I w taki sposób „Death Is Not a Costume” uczy mnie cierpliwości i uważności. Nie warto przerywać jej przed ostatnią sekundą. Pragnę jej słuchać od początku do końca.
2. Drzwi percepcji
Za którymś (zapewne -ątym) razem przestałem liczyć godziny, w czasie których słuchałem „Death Is Not a Costume”. Zatraciłem się w czasie. Wpatrując się w youtubową akwarelę „And You Shall Stand in My Shadow”, w pewnym momencie doznałem nierzeczywistej zmiany.
Może mi się wydawało, a może nie.
Plamy tworzące twarz jakby nieznacznie się przesunęły. Obraz na moment ożył.
Stało się tak, jak się dzieje podczas oglądania na YouTube okładki albumu „WE ARE CHAOS”. Twarze nie są stabilne, podlegają zmianom, plamy są płynne, barwy przenikają się, nakładają na siebie. Oglądamy nie realizację impresjonizmu czy symbolizmu. Oglądamy estetykę ekspresjonistyczną. Oglądamy przeżycie psychodeliczne.
Może nie, może mi się tylko wydawało…
Szczególnie mocno poczułem basowy, mroczny, syntezatorowy charakter utworu. Post-punk, hard rock, gothic rock. Metaliczny, czysty głos Mansona. Wszystko to otoczyło mnie muzyczną powłoką działającą trochę jak pole siłowe.
Podobną właściwość odczuwam w „Disassociative”, w „Narayan” i „Climbatize” The Prodigy czy „Parabola” i „Reflection” Tool. To utwory, które stopniowo, stopniowo, stopniowo zamykają we wnętrzach swoich muzycznych głębin.
Doznanie trwało chwilę, ułamek sekundy (może w ogóle go nie było?). Krótkie przeniesienie się w inny stan percepcji, świadomości. Doznanie transportujące. O drzwiach percepcji i tego typu doświadczeniach pisał w swoich esejach „Drzwi percepcji” i „Niebo i piekło” Aldous Huxley (bardzo cenię jego ostatnią powieść, „Wyspę”). Z tym tylko, że Huxley miał meskalinę, a ja mam Mansona.
Metonimia to czy synekdocha?
1. Moje marzenie o Mansonie
Kilka(naście) minut temu wspomniałem o chórku, backing vocals, rozszerzeniu instrumentarium. Nieprzypadkowo. To były celowo rozrzucone tropy wiodące do możliwości sformułowania mojego marzenia. Marzenia związanego oczywiście z Mansonem (w jego świecie siedzę kolejny tydzień i marzę tylko o nim).
Jest nim, aby nagrał album z orkiestrą symfoniczną.
Metallica zrobiła to w 1999 i 2019 r. Ich „S&M” należy do czołówki moich najlepszych albumów w ogóle, a są nimi: „Mechanical Animals” Mansona, „Fat of the Land” Prodigy, „Lateralus” Tool, „Mainline” 4 Strings, „2K19” Stachurskiego, „Władca Pierścieni” Howarda Shore’a.
Ach, usłyszeć „Death Is Not a Costume” z towarzyszącą jej orkiestrą symfoniczną!
Nie pierwszy raz pomyślałem o swoim pragnieniu, by Marilyn Manson nagrał taki album. To marzenie powróciło do mnie teraz, po kilkunastu latach, po koncercie w Łodzi.
Nadrobiłem zaległości albumowe, o czym napisałem tu: https://slowanazdrowie.blogspot.com/2026/08/one-assassination-under-god-tour-2026.html. I mając na uwadze wszystkie płyty, skomponowałem tracklistę dwupłytowego albumu dla zespołu Marilyn Manson i orkiestry symfonicznej. Wybrałem utwory wolniejsze, ceremonialne (a wybór nie był łatwy):
1. Birds of Hell Awaiting
2. A Place in the Dirt
3. Kinderfeld
4. I Want to Kill You Like They Do in the Movies
5. Fundamentally Loathsome
6. Disassociative
7. Valentine's Day
8. Coma White
9. Coma Black
10. Dope Hat
11. Diary of a Dope Fiend
12. Running to the Edge of the World
13. Death Is Not a Costume
14. I Put a Spell on You
15. Golden Years
16. Paint You With My Love
17. Half-Way & One Step Forward
18. Sacrifice of the Mass
19. The Last Day on Earth
20. Born Villain
Nie zgłaszam propozycji orkiestry symfonicznej, dyrygenta ani składu zespołu Mansona. Jedyne nazwiska, jakie przychodzą mi do głowy, to Twiggy Ramirez, John5, Danny Elfman. Bardzom ciekaw, jak z pozycji dyrygenta (gdyby nim był) taki koncert by poprowadził Henryk Mikołaj Górecki? Albo Krzysztof Penderecki z tą swoją fizys. Zdaję sobie sprawę z fantazji tych myśli, ale kto mi zabroni wędrować różnymi ścieżkami „Death Is Not a Costume”? To wędrowanie, ten akt jest potrzebny, by lepiej rozpoznać rzeczony tekst kultury, a wraz z nim i siebie. Umieszczam go w różnych kontekstach, znajduję nawiązania i cytaty. Rozumienie staje się precyzyjniejsze i szersze zarazem.
A jednak nie napisałem, choćby w dwóch słowach, o czym jest ta piosenka. I nie napiszę, nie wyciągnę wniosków. Nie o to mi tu przecież chodzi.
Za to napiszę wiadomość do Syli:
Ja: Pamiętasz „Death Is Not a Costume”?
Ona może odpisze jednym słowem (a może nie):
S: Pamiętam.
Ja: Napisałem o nim na blogu.
S: Mam teraz przeczytać?
Ja: Nie. Najpierw posłuchajmy.


.jpg)
