8.23.2026

„One Assassination Under God – Chapter 2” M. Mansona, czyli mój album weird

14 sierpnia 2026 r. pojawił się trzynasty studyjny album Mansona nagrany przy współudziale multiinstrumentalisty, Tylera Batesa.

Pierwszych kilkanaście odsłuchań było dość trudnym doświadczeniem. Nie wierzyłem, że mam to, co dostałem. Nie miałem żadnych oczekiwań po „One Assassination Under God – Chapter 1”, nie liczyłem, że usłyszę zachwycające mnie melodie, że znajdę swoje nowe „Death Is Not a Costume”, nie tworzyłem takich porównań. Zauważałem niedociągnięcia, fałszywe dźwięki, zaskakujące nuty. Niektóre rozwiązania drażniły, inne wydawały się dziwne albo nietrafione. Głos Mansona brzmiał przeciętnie, chropowato. To właśnie było dla mnie największym minusem: niedopracowany głos.

Byłem nieprzekonany, nieufny, zdezorientowany, ostrożny. 

Słuchając kolejny raz, przyglądałem się akwareli na okładce (YouTube).

Nuclear Blast Records, 2026

Oczami śledziłem strukturę i plamy. Przesuwałem się po linii brody, policzków, czoła. Przy krawędzi, nad łukiem brwiowym leżą dodatkowe plamy, jakby akwarela była w tym miejscu uzupełniana. Na ramieniu z kolei  wyraźne pociągnięcia pędzla skierowane ku górze. 

Po co? 

Ślady malarskiej nieporadności.

Z czasem zmieniłem zdanie na temat tej akwareli. Na pozytywne.

Przedstawia ona bladą twarz otoczona z prawej strony głęboką czernią przypominającą kaptur lub zakonny welon. Głowa wydłużona, duże czoło. Silnym punktem są oczy otoczone rozlaną czernią, jedno zdaje się patrzeć na odbiorcę, drugie w innym kierunku. Chorobliwe odcienie zieleni, błękitu, szarości i bladej żółci kontrastują z przygaszoną czerwienią ust, nadając postaci wygląd ludzki, widmowy i trupi. Kontrastują z przygaszoną czerwienią ust.

OAUG 2 słuchałem nieustannie. Oto moje luźne myśli.

1. Unalive [4:56]

Tytuł można przetłumaczyć jako „nieżywy”, „uśmiercony”. Zamiast zwyczajnego „dead” mamy „unalive”.

„It will eat you alive” (pożrę cię żywcem), „Now stab to your right” (teraz dźgnijcie osobę po prawej), „Burn you like a church” (spalę was jak kościół), „I want your whole death” (chcę twojej całkowitej śmierci). Te deklaracje brzmią złowieszczo. Są antyludzkie, nihilistyczne.

Biorąc pod uwagę, że tekst jest niepokojący, teledysk robi niezwykłe wrażenie sposobem budowania atmosfery. Teledysk krąży wokół spraw obrazujących rytuał. Operuje oszczędnymi środkami wyrazu, zbliżeniami, kontrastem. Klimat mroczny, niepokojący, sprawia wrażenie lucyferycznego. Jeśli ktoś ma ciarki albo włoski stają mu dęba, to ja to rozumiem. A przecież wciąż jest to opowieść o rytuale, o działaniu mediumicznym. Anthony Silva (reż.) i Marilyn Manson stworzyli coś wybornie imponującego.

Wydaje mi się, że podobny gest Manson wykonał w łódzkiej Atlas Arenie

Ta trudna piosenka z teatrem jednego aktora sprawia, że płyta ma kapitalne, klimatyczne otwarcie. To jest wielki plus albumu. Doceniam utwory takie jak „The Ecstasy of Gold” na „S&M” Metalliki, „ACT I: Sea Borne” na „Dionysus” Dead Can Dance czy „Doskozzzę” otwierającą „2K19” Stachursky’ego. To kawałki, które nie tylko rozpoczynają album, one do niego wprowadzają, transportują. Są przewodniczkami. „Unalive” jest czymś właśnie takim na „One Assassination Under God – Chapter 2”.

Jeszcze jedna myśl: w teledysku pojawia się śnieżący ekran telewizora. Podobny obraz znajdziemy w „Nobodies”.

2. Don't Answer the Door [4:26]

Jedyny na płycie tytuł, który jest bezpośrednim zwrotem do kogoś, imperatywem – „Nie otwieraj drzwi” – a nie nazwą, stanem czy rzeczownikiem.

Pop rock, melorecytacja, wrzask. Są momenty przywołujące klimat „The Death Song”, a pod koniec zacząłem nawet nucić „Let It Be” Beatlesów. Jest też trochę… much:

„The flies are starting to swarm” (Muchy zaczynają się roić).

Natomiast w „Valentine's Day” Manson śpiewa:

„Flies are waiting” (Muchy czekają).

W 2:21 szok! Wchodzi nowy dźwięk, z zupełnie inną energią, jakby wyabstrahowany z reszty utworu. Nie brzmi dobrze. Jest to dla mnie zaskakujące, bo brzmi niemal tak, jakby został do piosenki doklejony. Na moment rozszczelnia jej konstrukcję i kieruje ją gdzie indziej.

Mam inny inny moment skrzeczący:

„Let us in, let us in”.

Swoją drogą, ciekawie koresponduje to z „Death Is Not a Costume”. Tam Manson śpiewa:

„Try to get inside my head

All the windows are painted shut”

(Spróbuj dostać się do mojej głowy / wszystkie okna są zamalowane).

A w „Don't Answer the Door” słyszymy:

„Let us in, let us in” (Wpuść nas, wpuść nas).

Ogólnie – nie przepadam za tym kawałkiem. Trochę mnie męczy, a trochę wydaje mi się wymęczony. Powtarzane „Let us in, let us in” zamiast potęgować niepokój po prostu mnie drażni, a ja natychmiast przechodzę do innej piosenki. 

Gdybym miał stworzyć swoją listę najgorszych kawałków Mansona, to „Don't Answer the Door” by się tam znalazł.

3. Front Toward Enemy [4:23]

Tę piosenkę przesłuchałem wiele razy, wiele razy obejrzałem teledysk i poświęciłem mu niemało miejsca na blogu: https://slowanazdrowie.blogspot.com/2026/08/one-assassination-under-god-tour-2026.html. A jednak dopiero teraz wychwyciłem coś, co łączy „Front Toward Enemy” z „The Bright Young Things”. Chodzi o nieoczekiwany moment gwałtownego, energicznego wykrzyczenia frazy, który nagle wybija się z dotychczasowego przebiegu utworu (i nic tego nie zapowiada). W FTE następuje on w 2:05, w „The Bright Young Things” w 2:12. Naprawdę lubię!

Znalazłem jeszcze drugi szczegół. „Front Toward Enemy” i „Deformography”. Ich wysokie dźwięki skutecznie, brutalnie naciskają na moje nerwy. Odczuwam to. Grają mi na nerwach, szarpią je, powodują, że czuję się niespokojnie. I w taki oto sposób mają zdolność wywoływania u mnie bólu głowy (albo takiego wrażenia).

Gdy Manson śpiewa „From Toward Enemy”, to patrzy przed siebie 

Teledysk pełny jest szczegółów i znaczeń

Jeszcze trzecia sprawa. Właśnie tym utworem – FTE – kończy się fanowskie nagranie koncertu Mansona w Łodzi: „Marilyn Manson – All That's Lost, All That's Forgotten: Live in Łódź [2026 Full Multicam Concert]”.

Coś pięknego!

https://www.youtube.com/watch?v=RjhjpYn8nqA&t=467s 

4. All the Vilest Things [4:33] 

You tried your best / To destroy me

Don't want revenge / 'Cause you only made me stronger

Próbowałeś z całych sił / Zniszczyć mnie

Nie chcę się mścić / Bo tylko mnie wzmocniłeś

Rytmiczna, śpiewna, głos Mansona metaliczny. Melodie wzbudzają we mnie jakieś minione, przyjemne tęsknoty. Do kogo? Do czego? Myślami podążam po przełomie mileniów, choć nie potrafię zatrzymać się w żadnym konkretnym miejscu. A przecież obrazy, o których śpiewa Manson, przyjemne nie są. Raj zasadzony w obozie śmierci, kwiaty wyrastające na cmentarzu, odłamki wyciągane z martwej skóry albo cytat: „I've got Heaven on my mind / I've got Hell in my heart”.

Przeszkadzał mi pewien dźwięk – zniekształcony, zdaje się, dźwięk gitary elektrycznej/akustycznej (?). Brzmiał mi paskudnie. Słyszałem w nim ryk słonia. Dźwięk-kaleka. 

Jednak ten ciąg drażniących brzmień stopniowo się wycisza i kończy. Jeśli później daje o sobie znać, to robi to subtelnie. 

Najpierw ten dźwięk znienawidziłem. Dokuczał mi, przeszkadzał.

Potem zacząłem na niego czekać, chcieć go słyszeć. Wsłuchiwałem się, delektując chwilami szorstkości.

Manson stworzył kiedyś postać cyborga-kaleki („Tourniquet”). Teraz mam swój dźwięk-kalekę w „All the Vilest Things”. I on – dziwaczny, drażniący – jest częścią struktury, uczestniczy w dziele tworzenia. Jest potrzebny właśnie dlatego, że wkurza. Jest powołany do tego, żeby powodować doznania.

Gdy notowałem te słowa, byłem po dwudziestu dwóch przesłuchaniach płyty. Spodobała mi się jeszcze bardziej! Coś się we mnie otworzyło na nią. 

Pojawiła się nowa chęć odsłuchania.

Więc słucham.

I jeszcze.

I jeszcze.

Jestem we władaniu. Nie wiem, kiedy piszę te słowa, wtedy czy teraz, ale wiem, co robię. Słucham.

Hate me, hate me

Don't wish me suicide”.

All the Vilest Things” to mój ulubiony kawałek na płycie. 

5. None of the Suns [5:12]

Jest tu jakieś podobieństwo do „Third Day of a Seven Day Binge”, może też do „New Model No. 15”. Słuchając, łapałem się na tym, że podśpiewuję „Funky Rider” Stachurskiego. Przez moment skojarzyło mi się z „I Follow Rivers” Lykke Li i „Girls Wild” LP. Jest trochę Depeche Mode, trochę The Chemical Brothers.

Przy „mOBSCENE” tańczyliśmy karakana. Tutaj też tańczymy, choć inaczej. A do tego przyśpiewka:

All of the moons

And none of the suns

Together we run

Away from the day light”.

Wszystkie księżyce / i żadnego ze słońc

Razem uciekamy / od światła dnia

Chwytamy się za ręce i cała sala śpiewa z nami!

A słuchając:

Sometimes is better than all times

But not as good as never

zatrzymuję się, by pomyśleć: czasami jest lepsze niż zawsze, ale nie tak dobre jak nigdy.

Chciałbym usłyszeć „None of the Suns” w aranżacji Nirvany. Wspominam o nich, bo są momenty, gdy głos Mansona przywodzi na myśl Kurta Cobaina.

6. Lucifer's Teardrop [4:35]

Alexandr Cabanel, „Upadły Anioł”, 1847

Niektóre nuty kojarzą mi się z „Deep Six”, natomiast nastrojem przywołuje „HALLOWEEN”. Klimat piosenki jest niesamowity: mroczny, intensywny, drapieżny, śpiewny. Jest w tym wszystkim coś rytualnego i mistycznego. Jedna z moich ulubionych piosenek.

Gdy słuchałem kolejny i kolejny raz, zapragnąłem przeczytać coś… lucyferycznego.

I znalazłem. I przeczytałem.

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/micinski-lucifer/ 

Tadeusz Miciński

(tom „W mroku gwiazd”, 1902)

Lucifer

Jam ciemny jest wśród wichrów płomień boży,

lecący z jękiem w dal — jak głuchy dzwon północy —

ja w mrokach gór zapalam czerwień zorzy

iskrą mych bólów, gwiazdą mej bezmocy.

Ja komet król — a duch się we mnie wichrzy

jak pył pustyni w zwiewną piramidę —

ja piorun burz — a od grobowca cichszy

mogił swych kryję trupiość i ohydę.

Ja — otchłań tęcz — a płakałbym nad sobą

jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach,

jam blask wulkanów — a w błotnych nizinach

idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą. 

Na harfach morze gra — kłębi się rajów pożoga,

i słońce — mój wróg słońce! wschodzi, wielbiąc Boga. 

*

Mój duch łańcuchem skuty do ziemi 

zwisa się w przepaść piekielnych łon,

a kiedy targnie skrzydły dźwięcznemi

głuche się echo ozwie jak dzwon. 

U stropu mego gwiazda się żarzy

[serce me niegdyś kochało ją],

w przeanieleniu złotych witraży

ona się moją syciła krwią. 

I znowu płynie gwiaździsta rosa

pocałunkami morderczych zórz — 

oh, duszo moja, oh, me niebiosa,

rzućcie swe płomię w toń zimnych mórz.

Nie pragnę słońca — osamotniony —

z krzykiem złowieszczym upiornych snów,

bogowie mogił — jam był pojony

jak wy — ambrozją — i mlekiem lwów.

Organy grają Requiem żalu,

organy grają Centaurów zgon,

jak Damajanti płacze po Nalu,

tak burze, wichry, grady i szron —

wieczne są we mnie, jak łzy w opalu.

7. The Arsonist [4:03]

Z liter tytułu można ułożyć satanist🤘

Momentami ma kołysankowy ton.

I'm the poison you can never taste” odnosi się, oczywiście, do: „I've got something you can never eat” w „Apple of Sodom”. I do brzmienia także (podobną kalkę, nawiązanie znajdziemy w „Sacrilegious” i „Mister Superstar”). 

Ogólnie nie jestem zakochany w tej piosence, ale uwielbiam moment, gdy Manson śpiewa: „The ones who hate you always find each other”. Ta melodia jest przyjemna, czekam na nią. Poza tym w tekście wspomina się o koniu, wątku, który obecny jest też i w mojej ulubionej „Death is not a Costume”. W taki więc oto sposób znajduję jakieś małe połączenie, połączątko OAUG1 z OAUG2.

No i całkiem dobrze brzmi:

When I rise, you're gonna learn

There's a lot more bridges for me to burn

Kiedy powstanę, nauczysz się / Że mam jeszcze wiele mostów do spalenia”. 

8. Exit Wound [4:38]

Uważam, że na tle całej płyty kawałek prezentuje się znakomicie, a przecież słuchałem go wielokrotnie.

Manson wykonał go w Łodzi.

Momenty falowania rzeczywistości: „Sweet Dreams” i „Exit Wound”


9. Enantiomorph [6:12] 

Rozmowa telefoniczna, głosy, fragmenty wypowiedzi. Od razu przypomniały mi się „Misery Machine” oraz „May Cause Discoloration of the Urine or Feces”.

W pewnym momencie naszło mnie też skojarzenie z „Blue” R.E.M. i Patti Smith.

A kiedy pojawiają się słowa i melodia:

The sky can't fall forever

(Niebo nie może spadać wiecznie),

nuciłem pod nosem… „Tacy sami” Lady Pank. Tak mi się połączyło i już nie chciało rozłączyć. Zapewne po jakimś czasie nie będę już zauważał pierwotnego skojarzenia – i dlatego o nim wspominam. Chcę uchronić przed zapomnieniem swoje doświadczenia muzyczne. 

Z innych kontekstów: pojawia się tu kilka mrocznych chwil, które znam z Therion czy My Dying Bride.

Ogólnie całkiem przyjemne zamknięcie płyty. Ale z jego odpowiednikiem w postaci „Sacrifice of the Mass” zdecydowanie przegrywa pojedynek.

Kaleka

Wspomniałem o cyborgu-kalece i dźwięku-kalece. Skąd ten „kaleka”?

Z książki Dysekcja Marilyn Manson Gavina Baddeleya (Wydawnictwo KAGRA, 2002, str. 65, tł. Bogusław Lubański): „Marilyn Manson wchodzi na scenę przebrany za cyborga-kalekę”.

Najpewniej wykonuje „Tourniquet” (który zresztą wykonał w Łodzi; poniższy kadr pochodzi z „Marilyn Manson – All That's Lost, All That's Forgotten: Live in Łódź [2026 Full Multicam Concert]”).


Dysekcję przeczytałem niedawno, Psychikę: Historię ludzkiego umysłu (2026) Paula Blooma także. No i zrobiło się bardzo ciekawie, ponieważ tu i tu znalazłem coś bardzo podobnego.

(...) No i jeszcze kwestia jego teorii. Studenci często się dziwią, że wydziały psychologii bardzo rzadko prowadzą zajęcia na temat Freuda. Prawdę mówiąc, możesz zdobyć licencjat z psychologii któregoś z głównych uniwersytetów, nie usłyszawszy ani razu jego nazwiska. (Większe zainteresowanie budzi ta postać na zajęciach z literatury – łatwiej znaleźć profesora literatury angielskiej opowiadającego o Freudzie niż psychologa). Kiedy zaczynałem pracę na stanowisku adiunkta na University of Arizona, prowadziłem seminarium "Darwin, Freud i Turing: trzy spojrzenia na umysł". W tamtym czasie nieraz słyszałem od starszych kolegów, że te zajęcia byłyby lepsze, gdybym usunął postać wymienioną w środku" (s. 69)”. 

A oto Baddeley:

Zygmunt Freud był żydowskim lekarzem, urodzonym w Republice Czeskiej (ówczesnych Morawach) w 1856 roku, którego idee zrewolucjonizowały sposób w jaki postrzegamy samych siebie. Z teoriami tego ojca psychoanalizy nie liczy się już żadne środowisko naukowe, a jego zwolenników łatwiej znaleźć na uniwersyteckich wydziałach literatury angielskiej niż na wydziałach psychologii. Niemniej jednak Freud był pionierem zrozumienia ludzkiego umysłu” (str. 36).

Dwie różne publikacje, dwóch zupełnie różnych autorów i taka sama (amerykańska) perspektywa, taka sama myśl. Chodzi mi o to, że w tysiącach skrawków świata, jakie mnie otaczają, odnajduję niespodziewane połączenie. W przestrzeni świata na moich oczach spotykają się myśl psychologiczna i Marilyn Manson. Wędruję ścieżkami nakreślonymi przez OAUG2 i znajduję nawiązania i konteksty. Tak to się odbywa.

Teraz już musi się odbyć zakończenie.

Dom Wydawniczy REBIS, Wydawnictwo KAGRA

Zakończenie

Kontekstów wiele, w tym skojarzenia jak Stachursky, Lykke Li, LP. Takie nawiązania przeszły przez moje ucho podczas wielokrotnego słuchania albumu. Było wiele innych, ale te stworzyły dodatkowy komponent. Obcujemy nie tylko, jak podaje WikiManson, z goth rock, alternative rock, industrial metal, bo i z czymś lżejszym i z zupełnie inną energią, z dark popem – tak to chyba mogę nazwać.

Być może ten popowy, momentami dance'owy odcień powoduje, że album jest osobniczy, eklektyczny i paradoksalny. Pokaleczone brzmienia i brzmienia takie, że włoski stają. Naprawdę doceniam dzieło Mansona i Batesa. Doceniam serię akwareli. Są sprawy, których na albumie nie doceniam.

Album niepodobny do żadnego albumu Mansona. W jakiś sposób projekt „Smells Like Children” był eksperymentalny, zaskakujący, dziwaczny. Jedynie taka myśl przychodzi mi do głowy. Ni to porównanie, ni to nawiązanie.

Przy OAUG2 i tak bawiłem się znakomicie. Tydzień spędzony z albumem niewątpliwie dał mi dużo wrażeń, a najważniejsze to, że chciałem poświęcić mu tekst na blogu. To już mój trzeci o Mansonie.


Moje piąteczki:


Death is not a Costume

Nod If You Understand

Sacrifice of the Mass

As Sick as the Secrets Within

One Assassination Under God

All the Vilest Things

Lucifer's Teardrop

Front Toward Enemy

Unalive

Exit Wound


8.12.2026

„Death is not a costume”, czyli moje marzenie o M. Mansonie

 Death Is Not a Costume” to moja perła w koronie albumu „One Assassination Under God – Chapter 1”. Utwór numer sześć, między „Sacrilegious” a „Meet Me in Purgatory”. Słuchałem go obsesyjnie, obsesyjnie, obsesyjnie. Wracałem do niego po raz kolejny i kolejny, wysyłałem link znajomym, aż zapragnąłem poświęcić mu tekst na blogu.

„One Assassination Under God – Chapter 1”, Nuclear Blast, 2024

Strasznie cieszyło mnie, że mogę podzielić się z kimś czymś, co sam uważam za wartościowe. Lubię obdarowywać ludzi takimi znaleziskami. Link wysłałem między innymi Syli, koleżance ze studiów (20 lat temu). Odpisała po chwili:

S: Pasuje do mnie teraz.

Ja: Musisz jej najpierw posłuchać.

S: Przeczytałam tekst.

Ja: Teraz posłuchaj muzyki.

S: Teraz idę spać, jestem wykończona życiem. I umieraniem.

Ja: Śpij dobrze.

S: Dobranoc. Może znowu mi się przyśnisz, to tam pogadamy.

Ja: A potem posłuchamy „Death Is Not a Costume”.

Zaserduszkowała wiadomość. A ja słuchałem dalej.

Próbowałem zrozumieć, co właściwie jest w tej piosence takiego, że nie mam ochoty jej wyłączyć. Manson buduje napięcie z niezwykłą cierpliwością. Hipnotyczne powtórzenia, drapieżny wokal, mocodajny bas, narastająca dynamika sprawiają, że utwór działa transowo. Transowo. Transowo. Transowo.

Pierwsze sekundy – szumy i narastające dźwięki – przywołują mi atmosferę otwarcia „Organ Grinder” albo „Antichrist Superstar”. Później uruchamiają się kolejne muzyczne skojarzenia: „Spaceman” Babylon Zoo, „Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz” Sweet Noise. Nie dlatego, że są to utwory szczególnie do siebie podobne. Łączą się w mojej głowie poprzez brzmienie i atmosferę. Muzyka Mansona jest zresztą gmachem pełnym drzwi prowadzących do różnych estetyk. Otwierasz jedne, a za nimi znajdujesz następne. W tym eseju podążam ścieżką wybrukowaną metaforami budującymi „Death Is Not a Costume”. Dotrę w zaskakujące miejsce. Ale to będzie piękne miejsce – moje marzenie!

8. Owinięty powtórzeniami

Ponieważ brakowało mi języka, którym mógłbym opisać techniczną stronę „Death Is Not a Costume”, to poprosiłem o to Kubę, kolegę z pracy, który od czasu do czasu tworzy muzykę i o jej budowie wie całkiem sporo. Oto co napisał:

„Konstrukcja utworu standardowa: intro, zwrotka, refren, zwrotka, refren, bridge, refren, outro. Stylistyka na pograniczu rocka i metalu (nu-metal?). Gitary pięknie brzmią, ładnie na początku współgrają. Bas standardowy, podobnie perkusja. Udusiłbym producenta muzycznego za mix wokalu. O wiele lepiej utwór brzmiałby bez tego „mechanicznego” pogłosu. Co nie zmienia faktu, że barwę głosu Manson ma atrakcyjną. Rozpiętość skali, w której śpiewa, nie jest duża. Prosty wykon na rejestrze piersiowym. Czyściutko. W moim odczuciu zdrowiej śpiewa niż kiedyś, miał tendencję do zdzierania gardła, teraz podchodzi z szacunkiem do swojego głosu”.

Tyle Kuba. Teraz ja.

Death Is Not a Costume” ma taką właściwość, że nie doczekał się teledysku. Dzięki temu jego odbiór pozostaje doświadczeniem wyłącznie muzycznym, a przez to bardziej osobistym. Obcuję z dziełem, do którego nie ma gotowej warstwy wizualnej, która prowadziłaby wyobraźnię w określonym kierunku. Punktem odniesienia pozostaje okładka albumu. To na nią patrzę, słuchając utworu w serwisie YouTube.

„Śmierć nie jest kostiumem” to pojemna metafora. Śmierć to nie przebieranka, rola do odegrania czy gra (aczkolwiek scena gry w szachy w „Siódmej pieczęci” I. Bergmana przedstawia odwrotną perspektywę). To również nie jest fikcja ani iluzja. Kostium jest tymczasowy, a śmierć oznacza ostateczność. Przypomina o tym Zagłoba w Ogniem i mieczem Sienkiewicza: „Ja zaś wolę życie, bo śmierć to naraz sztuka, od której się żadnym dowcipem nie wykręcisz”.

Dwa wizerunki śmierci: Siódma pieczęć” (1957) I. Bergmana; „Danse Macabre” Bernta Notke

Ale skoro śmierć nie jest kostiumem, to czym jest – i kto właściwie próbuje zrobić z niej kostium?

Tego się chyba nie dowiem. Za to z tabeli tempa utworów na MansonWiki (https://manson.wiki/Marilyn_Manson_lyrics_and_tablature#One_Assassination_Under_God_.E2.80.93_Chapter_1) dowiem się, że tempo „Death Is Not a Costume” to 162 BPM (liczba uderzeń na minutę), czyli podobne do „Little Horn”, „1996” i „As Sick as the Secrets Within”. Piosenka trwa 4 minuty i 52 sekundy i liczy 309 słów, co daje 63 słowa na minutę (czyli ok. 1 słowo co 0,95 sekundy). Zatem tempo muzyki jest ponad dwa i pół razy szybsze niż tempo wypowiadanych słów. Być może dzięki temu nie odbieram piosenki jako pośpiesznej, lecz bardziej kontemplacyjną. To trochę paradoksalne, ale tak jest. 

Cechą budującą analizowany utwór są powtórzenia (w różnej formie): paralelizm składniowy, refren, anafora, epifora. Gdyby wyłuskać wersję bez powtórzeń, mielibyśmy 102 słowa. Oznacza to, że 207 słów (67%) stanowią powtórzenia, a tylko 33% tekstu wnosi treść semantyczną.

Jakie wnioski płyną z tej i wcześniejszej matematyki?

Na pewno cztery.

1️⃣ tekst nie rozwija narracji linearnie. Mamy tu raczej do czynienia z krążeniem wokół kilku obrazów, z monologiem człowieka uwięzionego w powracających myślach. W 1994 r. Manson nagrał piosenkę „Wrapped In Plastic” (Owinięty w plastik); w przypadku „Death Is Not a Costume” można by powiedzieć „Wrapped in Repetitions” (Owinięty powtórzeniami).

2️⃣ powtórzenia pełnią funkcję psychologiczną. Owinięcie się nimi oznacza natręctwo myśli, obsesję czy po prostu jakąś trudność psychologiczną. Człowiek przeżywa te same słowa wielokrotnie, zamiast iść dalej.

3️⃣ utwór przypomina kompozycję muzyki liturgicznej, lamentu albo tantrę. Chodzi w nich o pogłębione, emocjonalne doświadczenie.

4️⃣ taka matematyka sprawia, że słuchacz zapamiętuje obrazy.

Obrazy są sugestywne i prowadzą w różne przestrzenie.

Idę tam!

7. Mój umysł, twój koń

Obrazy zbudowane są z metafor, symboli, kontrastów, apostrof, powtórzeń. Metaforyka jest sugestywna, co, moim zdaniem, czyni piosenkę wizualną. Widzimy zamalowane okna, czarną księgę, krew na dłoniach.

Try to get inside my head

All the windows are painted shut

Take your horse to my water to drink

I'm not the gift that you think

Spróbuj dostać się do mojego umysłu / Wszystkie okna zostały zamalowane.

Przyprowadź swojego konia do mojego źródła, żeby się napił

Nie jestem darem, za jaki mnie uważasz

Intuicyjnie odczytuję tu odwrócenie powiedzenia „oczy są zwierciadłem duszy”, przypisywanego (nie wiedzieć czemu) Szekspirowi. Szekspir w tragedii Król Ryszard III (tł. Józef Paszkowski) napisał:

Tobie polecam władze duszy mojej.

Nim okiennice zawrę moich oczu:

Czy śpię, czy czuwam, miej mię w Swej opiece!

Cyceronowi z kolei przypisuje się sformułowanie „Twarz jest zwierciadłem duszy”. Oznacza to, że wyraz twarzy miałby odzwierciedlać ludzkie myśli i emocje.

U Mansona zamiast zwierciadła mamy okna – tradycyjny symbol kontaktu ze światem i możliwości zajrzenia do wnętrza. Dostęp taki został świadomie odcięty. Pojawia się więc motyw odłączenia od rzeczywistości, zamknięcia się w sobie. Koresponduje to z motywem odłączenia się ciała od duszy w kontekście „Disassociative”. 

Uwielbiam tę piosenkę! Od zawsze marzyło mi się, aby po słowach: „4, 3, 2, 1” wszedł chór mieszany. Rozszerzenie instrumentarium – a raczej głosarium – z pewnością uatrakcyjniłoby odsłuch.

Cranberries: In your head, in your head / Zombie, zombie, zombie-ie-ie

Zaraz potem pojawia się obraz konia (z pewnością nie ma on nic wspólnego z „Four Rusted Horses”) i wody. Angielskie przysłowie mówi: „You can lead a horse to water, but you can't make it drink” (możesz stworzyć komuś możliwość, ale nie możesz zmusić go, żeby z niej skorzystał). Być może Manson przekształca to powiedzenie na własny użytek, nie mówi przecież o jakiejkolwiek wodzie, lecz o „my water”. Woda to symbol życie, prawdy, własnego doświadczenia. Koń zaś instynktownie unika wody, która wydaje mu się niezdatna do picia. Końmi interesuję się, odkąd przeczytałem „Szlak umrzyka”, „Księżyc Komanczów”, „Na południe od Brazos” i „Ulice Laredo” Larry’ego McMurtry’ego. Ihaaa!

6. Pęknięcia w magii

Potem narrator przechodzi do pewnej konstatacji i nie mówi już o własnej niedostępności, a wskazuje na drugą osobę i to, co na niej ciąży:

You've got cracks in your magic

Blood on your hands

Cracks in your magic

Blood on your hands

W twojej magii pojawiły się pęknięcia / Masz krew na rękach

Pęknięcia w twojej magii / Krew na twoich rękach

Krew na rękach to stary motyw biblijny. Pojawia się w opowieści o Kainie po zabójstwie Abla, w Psalmach, a z motywem odpowiedzialności i obmywania rąk spotykamy się w scenie z Piłatem. Wątek znajdziemy w szekspirowskim Makbecie (Lady Makbet), a na polskim gruncie w Balladynie J. Słowackiego. W każdym z tych przypadków chodzi o winę, której nie można zmyć.

U Mansona „krew na rękach” oznacza winę całego człowieka (a nie dłonie poplamione krwią jak na poniższych kadrach), dlatego można tu mówić o synekdosze, szczególnym rodzaju metonimii. Co więcej, zestawienie jej z „pęknięciami w twojej magii” tworzy interesującą całość, bo niezależnie od tego, do kogo skierowana jest ta apostrofa, dokonuje się tu demaskacja. Iluzja/autorytet przestaje działać.

Kadry z „Heart-Shaped Glasses”, Say10” i Don’t Chase the Dead

W piosence ujawnia się forma dialogowa – lecz z kim rozmawia narrator, do kogo się zwraca (Jezus Chrystus?) – to pozostaje w strefie dociekań. Ta forma stwarza możliwości dla muzycznych interpretacji. Pink Floyd w „Keep Talking” wprowadzili żeński chórek, tzw. backing vocals (co – gdy tego słucham – powoduje, że mam dreszcze na plecach). Manson ma na swoich płytach sporo kawałków, w których współpraca artysta-chórek świetnie by brzmiała. „mOBSCENE” czy „Arma-goddamn-motherfuckin-geddon (The Teddybears Remix)” są tego przykładem.

5. W poszukiwaniu małej czarnej księgi

Krew prowadzi do winy, wina do osądu, a osąd do przedmiotu, na punkcie którego się zafiksowałem – do „little black book”.

Cross my name off the devil's to-do list

Burn every page in that little black book

And we're praying it remains 

in the mouth of God

Wykreśl moje imię z diabelskiej listy zadań / Spal każdą stronę tej małej czarnej księgi

I módlmy się, by pozostała / w ustach Boga

„Little black book” nie pojawia się ona u Mansona po raz pierwszy. W „Children of Cain” („Born Villain”, 2012), piosence o człowieku postrzegającym siebie jako część skażonej, naznaczonej winą ludzkości, mamy:

So take your little black book

I see the way that you look into it

I'll eat it and I'll cut my tongue

And all the pages you spread,

Sweet as honey you said

But I'm choking on your bitter stories

Weź więc swoją małą czarną księgę / Widzę, jak zaglądasz do jej wnętrza

Pożrę ją, choć rozetnę sobie przy tym język / i wszystkie jej rozłożone strony

Mówiłaś, że są słodkie niczym miód / ale ja krztuszę się goryczą twoich historii

Jeśli w powyższym fragmencie znajduje się podpowiedź do nurtującego mnie pytania, to ma ona kształt taki, jak w tym cytacie właśnie🙄

Zadałem sobie pytanie, czy przedstawiona na okładce płyty akwarela mogłaby być jedną z kart (a może nawet okładką) rzeczonej „little black book”.

Szybko uznałem, że nie.

W teledysku do „As Sick as the Secrets Within”, który można odczytać jako opowieść o procesie twórczym lub nieustannym stwarzaniu samego siebie, widzimy tę akwarelę jeszcze w trakcie powstawania. Towarzyszą jej inne prace rozłożone w pracowni artysty.

Okładkowa karta z portretem sprawia wrażenie luźno położonej na innym arkuszu. To praca wyjęta z teczki malarskiej – i z pewnością nie „little black book”. [0:27] „The Son of the Morning

Kadry z teledysku „As Sick as the Secrets Within

4. I staniesz w moim cieniu

Akwarela na okładce albumu nosi tytuł „And You Shall Stand in My Shadow”. I może przywoływać Psalm 91, rozpoczynający się słowami:

„Kto przebywa w pieczy Najwyższego

i w cieniu Wszechmocnego mieszka,

mówi do Pana: «Ucieczko moja i Twierdzo,

mój Boże, któremu ufam».

Bo On sam cię wyzwoli z sideł myśliwego

i od zgubnego słowa”.

Nie będę podążał tym tropem, ponieważ nie wydaje mi się szczególnie istotny dla interpretacji. Znacznie ważniejszy jest sam obraz.

Akwarela przedstawia wydłużoną, niemal nieludzką twarz o wysokim czole i zarysowanych kościach policzkowych. Lekko przymrużone oczy patrzą wprost na odbiorcę: uważnie, czujnie, z determinacją. Nad linią oczu biegnie ciemny łuk przypominający aureolę. Dominują chłodne biele i szarości, przełamane różem, czerwienią, ochrą oraz ziemistymi brązami. Kompozycja jest oszczędna, można powiedzieć, że ascetyczna, a zarazem ekspresyjna.

Podczas wielokrotnego słuchania „Death Is Not a Costume” przestała być dla mnie jedynie akwarelą oglądaną na ekranie. „And You Shall Stand in My Shadow” i muzyka połączyły się w jednej sekundzie, a ja doświadczyłem czegoś, co nazwałbym doświadczeniem transportującym.

3. Słońce i cień

Inna metafora pojawia się w drugiej części utworu:

I'll break your sunshine

To scare my shadow away”

Rozbiję twoje słońce / żeby odstraszyć własny cień

Zmienia się pozycja narratora!

Wcześniejsze wersy mają przede wszystkim charakter próśb, życzeń lub stwierdzeń („Cross my name off…”, „Burn every page…”, „Wish I knew you…”). Teraz narrator deklaruje działanie, a deklarację tę powtarza wielokrotnie. Mamy hipnotyczny, obsesyjny efekt, podobny trochę do… zaklęcia albo mantry.

Coś podobnego dzieje się w „Antichrist Superstar”:

The time has come it is quite clear

Our antichrist

Is almost here… 

it is done”

Nadszedł czas, to jest dość oczywiste / Nasz antychryst

Jest prawie tutaj… / Dokonało się

Uważam, że w obu przypadkach mamy podobną funkcję dramatyczną. Narastające napięcie znajduje ujście w wykrzyczanej frazie. Manson wywołuje efekt magiczny. I w taki sposób „Death Is Not a Costume” uczy mnie cierpliwości i uważności. Nie warto przerywać jej przed ostatnią sekundą. Pragnę jej słuchać od początku do końca.

2. Drzwi percepcji

Za którymś (zapewne -ątym) razem przestałem liczyć godziny, w czasie których słuchałem „Death Is Not a Costume”. Zatraciłem się w czasie. Wpatrując się w youtubową akwarelę „And You Shall Stand in My Shadow”, w pewnym momencie doznałem nierzeczywistej zmiany.

Może mi się wydawało, a może nie.

Plamy tworzące twarz jakby nieznacznie się przesunęły. Obraz na moment ożył. 

Stało się tak, jak się dzieje podczas oglądania na YouTube okładki albumu „WE ARE CHAOS”. Twarze nie są stabilne, podlegają zmianom, plamy są płynne, barwy przenikają się, nakładają na siebie. Oglądamy nie realizację impresjonizmu czy symbolizmu. Oglądamy estetykę ekspresjonistyczną. Oglądamy przeżycie psychodeliczne.

Może nie, może mi się tylko wydawało…

Szczególnie mocno poczułem basowy, mroczny, syntezatorowy charakter utworu. Post-punk, hard rock, gothic rock. Metaliczny, czysty głos Mansona. Wszystko to otoczyło mnie muzyczną powłoką działającą trochę jak pole siłowe.

Podobną właściwość odczuwam w „Disassociative”, w „Narayan” i „Climbatize” The Prodigy czy „Parabola” i „Reflection” Tool. To utwory, które stopniowo, stopniowo, stopniowo zamykają we wnętrzach swoich muzycznych głębin.

Doznanie trwało chwilę, ułamek sekundy (może w ogóle go nie było?). Krótkie przeniesienie się w inny stan percepcji, świadomości. Doznanie transportujące. O drzwiach percepcji i tego typu doświadczeniach pisał w swoich esejach „Drzwi percepcji” i „Niebo i piekłoAldous Huxley (bardzo cenię jego ostatnią powieść, „Wyspę”). Z tym tylko, że Huxley miał meskalinę, a ja mam Mansona.

Metonimia to czy synekdocha?

1. Moje marzenie o Mansonie

Kilka(naście) minut temu wspomniałem o chórku, backing vocals, rozszerzeniu instrumentarium. Nieprzypadkowo. To były celowo rozrzucone tropy wiodące do możliwości sformułowania mojego marzenia. Marzenia związanego oczywiście z Mansonem (w jego świecie siedzę kolejny tydzień i marzę tylko o nim). 

Jest nim, aby nagrał album z orkiestrą symfoniczną.

Metallica zrobiła to w 1999 i 2019 r. Ich „S&M” należy do czołówki moich najlepszych albumów w ogóle, a są nimi: „Mechanical Animals” Mansona, „Fat of the Land” Prodigy, „Lateralus” Tool, „Mainline” 4 Strings, „2K19” Stachurskiego, „Władca Pierścieni” Howarda Shore’a. 

Ach, usłyszeć „Death Is Not a Costume” z towarzyszącą jej orkiestrą symfoniczną!

Nie pierwszy raz pomyślałem o swoim pragnieniu, by Marilyn Manson nagrał taki album. To marzenie powróciło do mnie teraz, po kilkunastu latach, po koncercie w Łodzi. 

Nadrobiłem zaległości albumowe, o czym napisałem tu: https://slowanazdrowie.blogspot.com/2026/08/one-assassination-under-god-tour-2026.html. I mając na uwadze wszystkie płyty, skomponowałem tracklistę dwupłytowego albumu dla zespołu Marilyn Manson i orkiestry symfonicznej. Wybrałem utwory wolniejsze, ceremonialne (a wybór nie był łatwy):

1. Birds of Hell Awaiting

2. A Place in the Dirt

3. Kinderfeld

4. I Want to Kill You Like They Do in the Movies

5. Fundamentally Loathsome

6. Disassociative

7. Valentine's Day

8. Coma White

9. Coma Black

10. Dope Hat

11. Diary of a Dope Fiend

12. Running to the Edge of the World

13. Death Is Not a Costume

14. I Put a Spell on You

15. Golden Years

16. Paint You With My Love

17. Half-Way & One Step Forward

18. Sacrifice of the Mass

19. The Last Day on Earth

20. Born Villain

Nie zgłaszam propozycji orkiestry symfonicznej, dyrygenta ani składu zespołu Mansona. Jedyne nazwiska, jakie przychodzą mi do głowy, to Twiggy Ramirez, John5, Danny Elfman. Bardzom ciekaw, jak z pozycji dyrygenta (gdyby nim był) taki koncert by poprowadził Henryk Mikołaj Górecki? Albo Krzysztof Penderecki z tą swoją fizys. Zdaję sobie sprawę z fantazji tych myśli, ale kto mi zabroni wędrować różnymi ścieżkami „Death Is Not a Costume”? To wędrowanie, ten akt jest potrzebny, by lepiej rozpoznać rzeczony tekst kultury, a wraz z nim i siebie. Umieszczam go w różnych kontekstach, znajduję nawiązania i cytaty. Rozumienie staje się precyzyjniejsze i szersze zarazem.

A jednak nie napisałem, choćby w dwóch słowach, o czym jest ta piosenka. I nie napiszę, nie wyciągnę wniosków. Nie o to mi tu przecież chodzi.

Za to napiszę wiadomość do Syli:

Ja: Pamiętasz „Death Is Not a Costume”?

Ona może odpisze jednym słowem (a może nie):

S: Pamiętam.

Ja: Napisałem o nim na blogu.

S: Mam teraz przeczytać?

Ja: Nie. Najpierw posłuchajmy.