Dawno chciałem przeczytać Cudzoziemkę (1936) Marii Kuncewiczowej – najsłynniejszą powieść psychologiczną XX-lecia międzywojennego. W końcu zrobiłem to – i jestem pod wieeelkim wrażeniem! Chciałem też poświęcić jej dłuuugi tekst na blogu, ponieważ w dziele tym jest to, co ze wszech miar psychopatologiczne i dotyczące zaburzeń osobowości. Zrezygnowałem jednak z tego planu. Tekst będzie krótszy i ze wszech miar nie wymyślny. Ot, kilka uwag.
A zrezygnowałem, ponieważ zorientowałem się, że jest to powieść tak głęboka i wieloznaczna – i w sumie psychicznie obciążająca – że aby powiedzieć o niej coś głębszego i jednoznacznego, musiałbym przeczytać ją drugi raz i trzeci. Zdania (autorka pisze piękną polszczyzną) i myśli bowiem są takie, że można się nimi delektować, potem nad nimi zadumać, a następnie przekonać się, że one zamiast coś doprecyzować, otwierają drzwiczki dla nowych interpretacji.
Co się dzieje w Cudzoziemce?
Akcja Cudzoziemki rozgrywa się w ciągu jednego dnia (tak jak np. Ulisses Jamesa Joyce’a albo Pani Dalloway Virginii Woolf). To październikowy poniedziałek, gdy 60-letnia Róża Żabczyńska przekracza próg mieszkania swojej córki Marty i wraca wspomnieniami do lat minionych. Poznajemy je dzięki retrospekcjom. Na czym się one skupiają, jak wyglądają fakty z przeszłości Róży i co jeszcze dzieje się tamtego dnia? Katarzyna Babulewicz tak je opisuje w swoim szkicu pt. „Muzyka w Cudzoziemce Marii Kuncewiczowej” („Kwartalnik Młodych Muzykologów UJ”, nr 21 (2), 98-117, 2014), (w niebieskich nawiasach wtrącenia moje):
„Róża Żabczyńska wychowała się w Taganrogu [w Rosji]. W wieku kilkunastu lat wyjechała z rodzinnego domu, aby zamieszkać u swej ciotki w Warszawie [u ciotki Luizy, która, zresztą, nazywa ją Ewą, Eweliną, aby nie sugerować semickich przynależności; tą formą też będzie się zwracał do niej jej przyszły mąż)], co umożliwić jej miało zdobycie należytego wykształcenia. Rozpoczęła naukę (...) w szkole muzycznej, w klasie skrzypiec. Zakochała się wówczas w Michale Bądskim, synu uczącego ją profesora. Związek dwojga bardzo młodych ludzi okazał się krótkotrwały, jednak uczucie Róży już zawsze miało o sobie przypominać, nie pozwalając jednocześnie zaznać bohaterce szczęścia. Wywierało również wpływ na niemal wszystkie podejmowane później decyzje, zwłaszcza na wybór konserwatorium - Róża postanowiła wyjechać na studia do Petersburga, gdzie przebywał już starszy o kilka lat Michał. Po przyjeździe spotkało jednak bohaterkę ogromne rozczarowanie: dawny ukochany zdążył już się zaręczyć z pewną Rosjanką. Nadszedł dla Róży wyjątkowo ciężki czas; nie dość, że pogrzebane zostały jej marzenia związane z miłością życia, dawać się we znaki zaczęły również problemy związane z grą na skrzypcach, mankamenty techniczne, które spowodowane były nieprawidłowo przebiegającym kształceniem w poprzednim, warszawskim etapie nauki.
Za zranione uczucia bohaterka postanowiła się zemścić, jednak nie na tym jedynym, który zresztą winny był jej złamanego serca. Gniew wymierzony został przeciwko całemu światu, a przynajmniej - przeciwko jego męskiej części. Róża celowo podkreślała swą zjawiskową, nieco egzotyczną urodę, aby jednocześnie swym nieprzystępnym zachowaniem zadawać cierpienie mężczyznom. Postanowiła wyjść za mąż za kogoś, nad kim będzie czuć całkowitą przewagę i komu nie będzie niczego zawdzięczać. I takie właśnie podłoże miało zawarcie małżeństwa z Adamem. Związek ten przez całe przyszłe życie miał przyczyniać się do cierpienia obu stron. Na świat przyszła jednak trójka dzieci: Władysław [Więź z nim nie jest zdrowa, czego dowodzi przekonanie Róży, że żadna kobieta nie jest godna jej syna (tutaj przypadek Haliny, z którą – z inspiracji matki – zerwał zaręczyny). Gdy później wiąże się z Jadwigą, to Róży nie podobają się oczy synowej ani ślub w obrządku katolickim, poza tym… wszędzie śmierdzi (Jadwiga przez wszystkie lata znosiła upokorzenia ze strony teściowej, co doprowadziło ją do nerwicy)], Kazio (którego wczesna śmierć była kolejnym czynnikiem potęgującym konflikt między małżonkami) oraz Marta [Więź z córką Martą też nie jest zdrowa. Matka traktowała ją bowiem jako kogoś obcego, a jej niechęć pogłębiała się przez kolejne lata. Róża alienowała swoją córkę, całkowicie kontrolowała jej życie].
(...) W momencie, w którym zaczyna się akcja powieści (wszystko, o czym była mowa do tej pory to przedakcja, którą zawierają retrospekcje), dzieci Róży są już dorosłe i mają własne rodziny. Bohaterka odwiedza córkę w jej domu, ta jednak zapomina o umówionym spotkaniu z matką. Kiedy Róża się zjawia, próbuje ukryć zmieszanie. Tego dnia dochodzi do konfrontacji Róży ze wszystkimi członkami rodziny. Bohaterka, zazwyczaj wyniosła, nerwowa, złośliwa, a momentami wręcz bezduszna, ulega niespodziewanie dziwnej metamorfozie [W momencie, gdy Róża przekroczyła próg mieszkania córki, jest mocno poirytowana, rozzłoszczona, każe Adamowi przymierzyć kamasze; dostaje się też jej wnukowi. Chwilę później wszyscy radośnie zasiadają do stołu, by zjeść obiad]. Staje się pogodzona z całym swym losem, przeprasza nawet bliskich (...)”. Dopiero w pewnym momencie dowiadujemy się o poznanym w Królewcu doktorze Gerhardzie i jego leczącym wpływie:
„On jeden nie zląkł się mnie. On jeden nie słuchał słów moich, tylko serca posłuchał. On jeden dzieciństwo w starym moim sercu zobaczył. Nie perswadował nic, nie walczył ze mną, nie obrażał się nie pochlebiał: głupie ręce skrępował, językowi złemu kazał milczeć – serca słuchał i męczarnie jego zrozumiał. (…) Wszyscy wy dla mnie tacy: boicie się. Żebym nie zrobiła wam czego złego. Zdrowa, chora – zawsze ja dla was niebezpieczna… zawsze straszna. (…) Ach, trzebaż było właśnie albo zabić mnie, albo obudzić z dzieciństwa mściwego, w którym zastygłam, kiedy Michał ledwie rozkwitniętą porzucił. (…) Czy zdążę jeszcze poistnieć trochę? Człowiekiem trochę pobyć?”.
Co dolega Róży?
To tyle, gdy chodzi o nakreślenie sytuacji. Po zapoznaniu się z tak podanymi faktami z życia Róży wyłania się jej pewien obraz. Nawet gdybym przytoczył masę innych faktów, szczegółów, nie oddałyby one złożoności bohaterki ani psychopatologii jej życia codziennego! Tę powieść można by nawet zaspojlerować (a nie zrobiłem tego!) – i nie straciłaby ona nic, dosłownie nic, ze swojej głębi. Maria Kuncewiczowa napisała bowiem dzieło głębokie, fascynujące, inspirujące. Jest ono pełne znaczeń i głębin psychoanalitycznych (pod tym kątem interpretował je Bruno Schulz); muzycznych (tutaj link do cytowanego szkicu K. Babulewicz: https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ-r2014-t-n21_(2)/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ-r2014-t-n21_(2)-s98-117/Kwartalnik_Mlodych_Muzykologow_UJ-r2014-t-n21_(2)-s98-117.pdf; tożsamościowych; kolonialnych; antropologicznych (Różę można uznać za efekt kultury europejskiej; nieprzypadkowo przecież przenosimy się do wielkich ośrodków myśli intelektualnej i kultury: Warszawa, Petersburg, Berlin, Rzym, Królewiec; nieprzypadkowo słuchamy muzyki klasycznej).
Można też Różę widzieć jako bohaterkę cierpiącą na zaburzenia osobowości. Spośród osobowości: paranoicznej, schizoidalnej, dyssocjalnej, chwiejnej emocjonalnie (typy impulsywny i borderline), histrionicznej, anankastycznej, lękliwej (unikającej), zależnej, innych określonych zaburzeń osobowości, zaburzeń osobowości bliżej nieokreślonych, zaburzeń osobowości mieszanych i innych) – a więc tych, jakie wymienia Światowa Organizacja Zdrowia w Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów zdrowotnych ICD-10 – do Róży, moim zdaniem, pasuje kilka. Omawiam je krótko za stroną: https://web.archive.org/web/20191013002659/https://www.csioz.gov.pl/interoperacyjnosc/klasyfikacje/, tom I:
Osobowość histrioniczna:
„Zaburzenie osobowości charakteryzujące się płytką i chwiejną uczuciowością, tendencją do dramatyzowania, teatralności, przesadną ekspresją emocjonalną, sugestywnością, egocentryzmem, pobłażliwością wobec siebie, nieuwzględnianiem potrzeb innych, nadmierną uraźliwością oraz pragnieniem admiracji, uznania i potrzebą podniet”.
(Różę charakteryzuje też osobowość narcystyczna).
Osobowość anankastyczna
„Zaburzenie osobowości charakteryzujące się tendencją do niepewności, wątpliwości, perfekcjonizmu, nadmierną skrupulatnością, potrzebą sprawdzania i zajmowania się drobiazgami, sztywnością, uporem i ostrożnością. Mogą pojawiać się uporczywe, niepożądane myśli czy popędy, które nie osiągają nasilenia zaburzeń obsesyjno- -kompulsyjnych”.
Osobowość chwiejna emocjonalnie:
„Cechuje się wyraźną tendencją do działań impulsywnych bez przewidywania konsekwencji tych działań. Nastrój zmienny i nie dający się przewidzieć. Występuje też skłonność do wybuchów emocjonalnych, niezdolność do kontrolowania działań impulsywnych, tendencja do zachowań zaczepnych i konfliktów z innymi, szczególnie wtedy, gdy te zachowania są potępiane lub kończą się niepowodzeniem”.
Zaburzenie osobowości mieszane:
Gdyby uważniej przyjrzeć się bohaterce, z pewnością można by znaleźć zachowania i przykłady postaw charakterystycznych dla innych typów osobowości. A pewnie i takie, które stanowią trudność przy klasyfikacji.
W kontekście powyższych treści innych sensów nabierają niektóre zachowania Róży: że śpi w specjalnych rękawiczkach, używa odpowiednich maseczek; że nie potrafi nazywać swoich emocji i nie wie, co to empatia; że przychodzi jej do głowy zabicie swojego syna, innym razem córkę; że świadomie uderza głową o podłogę; że „wiecznie węszy podstęp i przeszpiegi”; że żyje w „królestwie urojeń”.
Co jeszcze o powieści psychologicznej?
Powieść Marii Kuncewiczowej jest pasjonującą, wciągającą lekturą; lekturą, o której można dyskutować i dyskutować, którą można interpretować i spierać się o jej rozumienie. Moja interpretacja prezentuje się tak: Cudzoziemka jest jak obraz sesji psychoterapeutycznych, pozwalających – jak to się mówi – przepracować sytuacje trudne. „Cały dzień dzisiaj widzę czasy, rzeczy, miejsca tak dawno minione… Co to znaczy? Czemu wszystko na raz wraca do mnie?” – zastanawia się Róża.
Po to przywołuje się wydarzenia z życia, aby odczuć ulgę od jego ciężaru, uwolnić się od wadliwego sposobu funkcjonowania, porzucić dotychczasowe przyzwyczajenia i nawyki, aby niejako wyprostować, wygładzić osobowość. Czasem akcji jest ten szczególny dzień z życia kobiety, dzień przełomowy, oczyszczający, odblokowujący, dzień jakże istotny dla pacjenta, w którym działanie terapeutyczne przynosi dobry rezultat.
Lektura tej powieści daje więc nadzieję, że niezależnie jak bardzo popsuty jest człowiek, jak bardzo trudny w relacji z drugą osobą, to istnieje szansa na jego naprawę. Zmiana jest możliwa zawsze; możliwe jest wycofać się z toksycznego funkcjonowania i popatrzeć na świat łagodnym okiem, z uśmiechem na twarzy. Uśmiech – jak uczy Kuncewiczowa – to życie; „uśmiech jest niezbędny do życia. Taki uśmiech, który z sytego serca płynie”. I uczy nas jeszcze autorka, że „zawsze jest czas, aby uczyć się życia”.
Cudzoziemka uchodzi za najdoskonalszy przykład powieści psychologicznej XX-lecia międzywojennego. Znane są i inne powieści tego nurtu z tamtego okresu, oto one: Granica Zofii Nałkowskiej (1935); Wędrówka Joanny Ewy Szelburg-Zarembiny (1935) (otwierająca 5-tomowy cykl Rzeka kłamstwa); Zwycięska samotność. Kobieta szuka siebie Ireny Krzywickiej (1935); Dziewczęta z Nowolipek Poli Gojawiczyńskiej (1935); Zazdrość i medycyna Michała Choromańskiego (1933); Całe życie Sabiny Heleny Boguszewskiej (1934); Niekochana Adolfa Rudnickiego (1937). Listę niech uzupełnią obyczajowe Noce i dnie Marii Dąbrowskiej. Jestem bowiem przekonany, że Barbara z Ostrzeńskich Niechcicowa to osobowość depresyjna.
Na koniec jeszcze podrzucam link do kanału Sola Fabule, gdzie jego autor interpretuje bohaterkę niniejszego postu. Robi to w sposób naprawdę pasjonujący, inteligentny i zabawny: https://www.youtube.com/watch?v=-LQClZ9E0MQ.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz