Król Maciuś Pierwszy (1923) Janusza Korczaka. Dzieckiem będąc, bałem się tę książkę przeczytać, ponieważ zaczyna się od tego, że król umiera, a rządy po nim musi objąć 10-latek. Wielka odpowiedzialność chłopca zniechęcała mnie do lektury. Ale przeczytałem ją dzisiaj i wierzcie mi – to nie jest poczciwa opowieść dla dzieci!
![]() |
| Powieść dostępna na WolneLektury.pl |
Szczerze powiedziawszy to nie wiem, w jaki sposób jest ona dla dzieci, w jaki sposób dzisiejszy rodzic wyjaśni jej sensy. Ale tak samo nie do końca rozumiem, w jaki sposób Chłopcy z Placu Broni (1906) F. Molnara są dla dzieci. Owszem, Janusz Korczak (1878?-1942) swoją przystępną opowieścią przybliża mechanizmy funkcjonowania państwa, politykę wewnętrzną i zagraniczną, strategie i okrucieństwa wojenne. Jest to więc zarówno traktat o państwie, państwowości (innym wielkim traktatem o państwie – ale dla dorosłego odbiorcy – jest Faraon Bolesława Prusa), jak i lekcja politologii adresowana do młodego czytelnika. Gdyby w polskim systemie edukacyjnym znajdował się przedmiot typu politologia właśnie, to obecność w nim powieści Korczaka byłaby kapitalna!
Tymczasem Król Maciuś Pierwszy to coś więcej. To dystopia! Nie spodziewałem się tego, naprawdę! Bo co tu się dzieje?
Dziesięciolatek, który odbywa przyspieszony kurs dojrzewania i poznaje, jak funkcjonuje jego kraj, jak funkcjonują trzy kraje europejskie, a także jeden kraj afrykański, przeszczepia na grunt dotychczasowej monarchii ludowładztwo. Ludowładztwo – władza ludu, demokracja. W powieści wspomina się ją – w sposób bezpośredni bądź pośredni – co najmniej dwa razy.
Pierwszy raz, gdy Maciuś odbywa zagraniczną podróż u smutnego króla:
„– (...) Nie pokazywałem go [ogromnego domu] waszej królewskiej mości, bo to gmach parlamentu. Ponieważ w waszym państwie nie ma ludowładztwa, sądziłem, że nie będzie ciekawe.
– A ja bym bardzo chciał ten… ten… parlament zobaczyć”.
Drugi raz, gdy Maciuś szuka finansów dla swoich reform:
„(...) poseł powiedział, że można pożyczyć Maciusiowi pieniądze, ale żeby dał konstytucję, żeby rządził cały naród.
– Bo jak pożyczymy tylko Maciusiowi, możemy stracić, a jak pożyczymy całemu narodowi, to zupełnie co innego. Tylko – powiedział poseł – ministrowie pewnie się nie zgodzą.
– Muszą się zgodzić – powiedział Maciuś. – Co oni sobie myślą? Jeżeli się zgodzili, żebym był królem-reformatorem – no to już.
Ale ministrowie nadspodziewanie łatwo się zgodzili. Ministrowie strasznie się bali, żeby ich Maciuś nie wsadził do więzienia, więc tak sobie obliczyli:
– Jak trzeba będzie coś zrobić, powiemy, że tak chce cały naród, i my nic nie możemy poradzić. My tylko musimy to robić, co nam każe cały naród. A całego narodu już Maciuś do kozy nie wsadzi”.
Dość szybko i wcześniej niż moment przywołany w powyższym cytacie ujawniają się zapędy, nazwalibyśmy to dzisiaj, dyktatorskie. Maciuś przecież umieszcza w więzieniu ministrów, którzy nie zgadzają się z jego wolą. Ale i wykazuje się dobrocią – uwalnia ich.
W konsekwencji powstają 2 parlamenty: „jeden dla dorosłych – i tam będą posłowie dorosłych i ministrowie dorosłych. A drugi będzie sejm dzieci – i tam dzieci będą posłami i ministrami”. Chcę zwrócić uwagę na fakt, że w tym sejmie zasiadają też dziewczynki, tyle tylko, „że nic nie mówią”. Ale przecież i to się zmienia – czarnoskóra Klu Klu zabiera głos na posiedzeniu! I dodam jeszcze, że ani w Chłopcach z Placu Broni, ani w innej sławnej powieści, gdzie główną rolę odgrywają dzieci, tj. we Władcy much (1954) W. Goldinga – nie ma dziewczynek.
Parlament dziecięcy zdobywa przewagę, ponieważ jego pierwsze obietnice są baardzo kuszące, np.:
„niech jutro każdy uczeń dostanie w szkole funt czekolady”;
„1. Żeby zbudować we wszystkich lasach, na górach i nad morzem dużo domów, żeby dzieci biedne mogły wyjeżdżać na całe lato na wieś.
2. Żeby we wszystkich szkołach były huśtawki i karuzele z muzyką.
3. Żeby w stolicy urządzić wielki ogród zoologiczny, gdzie w klatkach byłyby dzikie zwierzęta: lwy, niedźwiedzie, słonie, małpy i węże, i ptaki”.
Reformy idą szybko, a konsekwencje i procesy są nie do zatrzymania:
- pogłębiają się m.in. kontakty z – mówiąc językiem Korczaka – murzyńskim królem Bum-Drumem, następuje wymiana dóbr, usług i myśli międzykulturowej. Rozwalił mnie przy tym ten oto fragment: „Stała się rzecz niesłychana: córka Bum-Druma, mała i dzielna Klu-Klu, przyjechała do Maciusia w klatce z małpami”;
- wychodzą robotnicy z czerwonymi sztandarami, a pojawia się myśl, by wyprowadzić sztandary zielone, symbolizujące „dzieci z całego świata – białe, czarne i żółte” (Maciuś wypowiada też słowa, które przypominają mi… budowanie socjalizmu: „Trzeba się wziąć do pracy, trzeba się wziąć do pracy”);
- kolejne grupy społeczne chcą praw („Dawniej nie mieli praw ani chłopi, ani robotnicy, ani kobiety, ani Murzyni. A teraz wszyscy mają prawa, tylko dzieci nie!”);
- „do szkół mają chodzić dorośli” (trochę jak… reedukacja?), zaś dzieci przejmują role zawodowe dorosłych;
- w systemie demokratycznym, który buduje Maciuś, kładzie się nacisk na wolność decydowania o sobie, więc każdy może być, kim chce: „(...) jeden chłopak chciał być katem, a jeden chciał być Indianinem, a jeden wariatem”;
- następują wulgaryzacja języka i przemiany w sferze obyczajowej: „w rodzinach dużo było sporów”, „Dawniej mali bili się z małymi, a teraz starsi dokuczają małym”;
- „tysiąc czarnych dzieci przyjechało” (działanie przyjezdnej kultury jest zarówno negatywne, jak i pozytywne);
- pojawia się wątek szpiegowski.
Nie można nie wspomnieć o czwartej władzy, jaką sprawują media. W państwie Maciusia funkcjonuje gazeta, która schlebia rządom. To przecież za sprawą jej dyspozytorów Felek – przyjaciel Maciusia – wypowiada następujące słowa (osadzenie ich w pełniejszym kontekście przywołuje na myśl nowomowę):
„(...) Koncepcja waszej królewskiej mości może być kodyfikowana w swej prymitywnej formie – powiedział Felek – nie śmiem narzucać osobie królewskiej mego moratorium; jednakże co się tyczy mojej osoby urzędowej, pragnę być baronem fon Rauch, ministrem proparu”.
„Osoba królewska”, „osoba urzędowa”… Oto Korczak hipster wprowadza język niebinarny! Co ci, Czytelniku, przypomina widok znajomy ten?
![]() |
| „Zamiast rozstrzelania, zesłanie na bezludną wyspę” |
„Wielki słownik języka polskiego” dystopię definiuje jako: „literacki utwór fantastycznonaukowy przedstawiający ponurą wizję rzeczywistości”. Wszystkie, dosłownie wszystkie procesy związane z wprowadzaniem ludowładztwa, ich mechanizmy i konsekwencje, jakie opisał Korczak, odzwierciedlają się w naszej codzienności politycznej, społecznej, kulturowej, obyczajowej – w demokracji liberalnej!
Nie dziwię się, że dorosły czytelnik, który wyznaje jej zasady, identyfikuje się jako demokrata, który deklaruje się jako piewca praw i swobód człowieka, który jest odbiorcą jednego medium, jednej myśli politycznej, ideowej, że taki człowiek po lekturze powieści Korczaka poczuje się, jakby włożył na siebie za duże ubranie. Jakoś niewygodnie. Jakoś dziwnie i nieprzystępnie. Korczak, czytany po 100 latach, oferuje niebywałe – czasami trudne, czasami szokujące, ale przecież przenikliwe – doświadczenie czytelnicze. Z pewnością poszerza naszą świadomość ideową, kruszy mur przywiązania do – wydawać by się mogło – jedynej opowieści o świecie, w jakiej żyjemy i jakiej ufamy.
Jak się zakończyły dzieje 12-letniego już Maciusia Reformatora, dobitnie świadczące, że powieść jest dystopią, nie powiem (choć kadr podpisałem). Mogę tylko dodać, że jest kontynuacja: Król Maciuś na wyspie bezludnej (moje dwa pierwsze skojarzenia: los Napoleona Bonaparte; Egipcjanin Sinuhe Miki Waltariego). Napisał więc Korczak dylogię. Mam ochotę sięgnąć po drugą część. I chyba to zrobię! A jak już zrobię, to do niniejszego postu dopiszę kilka przemyśleń!
Obejrzałem ekranizację z 1957 r. w reżyserii Wandy Jakubowskiej. Kadry w niniejszym wpisie pochodzą w tego właśnie filmu.
A na koniec jeszcze dwa cytaty z Króla Maciusia Pierwszego:
„Największy strach jest wtedy, kiedy się człowiek nic nie spodziewa, jest wesół, a tu się nagle coś stanie”.
„Żeby wiedzieć, co robić, trzeba przecież dowiedzieć się, co się stało”.
Ahoj, kochane Osoby Czytelnicze!
APPENDIX
Król Maciuś na wyspie bezludnej (1923) Janusza Korczaka. Kto uroni łezkę, kto się popłacze, to ja to zrozumiem. Bo ta część - kontynuacja Króla Maciusia Pierwszego - jest w swojej wymowie refleksyjna, kontemplacyjna, momentami stoicka. I smutna. Jasno mówi, jak trudno żyć, będąc obarczonym błędami przeszłości.
Zaczyna się od tego, jak (za WolneLektury.pl) „królowie urządzili zjazd, aby zdecydować, na którą wyspę zesłać pokonanego Maciusia. A on ucieka z więzienia, ukrywa się jako chłopiec na posyłki u rzeźnika i jako dziewczynka w sierocińcu, by w końcu zjawić się niespodziewanie w miejscu obrad władców. Popierają go dzicy ludożercy, z czego wynika mnóstwo kłopotów, aż wreszcie Maciuś, zniechęcony, dobrowolnie udaje się na wygnanie”.
Miejscem zsyłki Maciusia jest wyspa Białego Szatana (którą potem niechętnie opuści). To odpowiednie miejsca, aby swoje życie poddać refleksji, zrozumieć, jak idealizm roztłukł się w zderzeniu z racjonalizmem świata, który chciał uczynić dobrym i sprawiedliwym. Pojawia się szereg pytań:
- o tożsamość: “I dziwne, że tak długo był taki i wcale nie wiedział, że może być inny. A który jest prawdziwy Maciuś: czy dumny król-Reformator, czy cichy i zamyślony dobrowolny wygnaniec bezludnej wyspy, Maciuś-filozof?”.
- o procesy i postęp: “Dawniej ludzie mieli łuczywo (tak jak u Bum-Druma). Potem mieli świece, potem lampy naftowe, potem gaz, a teraz mają elektryczność. Czy wymyślą jeszcze coś lepszego?”
- o rolę książki w życiu człowieka: “Przepiękna rzecz - książka. Wszystko, co ludzie najmądrzejszego wymyślili - napisano w książkach (...)”; “Jeżeli się czyta, to się potem jeszcze więcej myśli. W książkach jest dużo, ale nie wszystko. I dopiero trzeba samemu ułożyć sobie w głowie”.
- co to znaczy myśleć?
Król Maciuś na wyspie bezludnej jest powieścią intertekstualną: zawiera w sobie Pamiętnik Maciusia. Wiele w nim uwag, np: „Hartować wolę znaczy - robić to, czego się nie chce robić”.
W samej powieści znajdziemy inne prawdy, choćby:
„Nikt się nie rodzi w kajdanach. Dopiero ludzie nałożą na ciebie żelaza”;
„Jeżeli ktoś zawsze jest cichy i smutny, to nic; ale jak zawsze wesoły - i nagle coś mu się stanie, to bardzo żal, że tak się od razu odmienił”.
Janusz Korczak napisał rzecz o człowieku tułaczu, który szuka miejsca w świecie. Który rezygnuje z dawnych ideałów i godzi się z tym faktem. Który chce być kimś, kim nigdy nie był.
Mnie najbardziej przyświeca myśl o tęsknocie za utraconym dzieciństwem. Lektura pozostawiła mnie w stanie rozwichrzonych myśli i wielu dręczących refleksji. Mądrość zawarta w 2 częściach opowieści o chłopcu, który chciał zmienić świat, jest niezaprzeczalna! Czytajcie Korczaka!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz