Ja i Baczyński spojlerujemy Komediantkę
Treścią Komediantki (1896) - jak w swoim opracowaniu sprzed niemal stu lat pisał Stanisław Baczyński - są „dzieje młodej dziewczyny Janki Orłowskiej – córki zawiadowcy stacji kolejowej w Bukowcu. Powróciwszy z pensji, skazana na towarzystwo maniaka, chorego na rozdwojenie jaźni ojca i urzędników kolejowych, narażona na konkury zakochanego w niej bez wzajemności poczciwca obywatela - Andrzeja Grzesikiewicza, zaczyna Janka marzyć, pod wpływem gospodyni domu, dawnej aktorki, o karierze teatralnej. Odtrąciwszy konkurenta, po kłótni z ojcem, panna Orłowska wyjeżdża do Warszawy i zaangażowawszy się do operetkowej trupy aktorskiej rozpoczyna życie samodzielne, poznaje zakulisową nędzę intryg, zawiści, złośliwości i podstępu, znosi głód i nędzę, aż wreszcie pada ofiarą bezdusznego głupca. Uwiedziona, traktowana z pogardą przez złośliwe otoczenie i złamana na duchu, niedoszła artystka próbuje zakończyć życie samobójstwem, lecz wyratowana, wraca do ojca”.
🎭👥
W Komediantce ujawnia się tzw. pierwiastek pałubiczny, o którym pisałem tutaj, a więc bolesne i demaskatorskie doświadczenie, pojawiające się nieoczekiwanie, gdy wyobrażenie o świecie skonfrontowane jest z empirią, z rzeczywistością. Twierdzę jednak, że nie tylko pierwiastek pałubiczny przyczynił się do takiego, a nie innego stanu rzeczy. Dużą rolę z pewnością odegrało środowisko rodzinne, z którego wywodzi się Janka, nie bez znaczenia są geny, jakie przekazali jej matka i ojciec. Co o nich (nie o genach, tylko o rodzicach) wiemy?
Wiemy, że Janka miała trudne dzieciństwo, że wzrastała w atmosferze ciągłych kłótni, że była „karmiona płaczem i narzekaniami matki na ojca”.
 |
| Komediantka, rozdz. I |
Dziesięć lat później – Janka ma bowiem lat 20 – niszczące działanie Orłowskiego wyrazi ona słowami: „(...) całe życie ojciec mnie tylko tyranizował i trzymał w jarzmie upokorzeń, nienawiści, męki… Zamordował ojciec matkę, mordował ojciec mnie, naginając do swoich zachcianek, nie dbając, czy się połamię lub nie, byle się stało zadość kaprysowi!” (F, 2, IX).
Od wszechwiedzącego narratora wiemy też, że „mówił jej otwarcie o tem, że się nią brzydzi, ponieważ jest kobietą; drwił z niej, że prócz szydełka i książki, nie potrafiłaby nic w ręku utrzymać; pokazywał jej swoją strzelbę i odkładał ze smutkiem, narzekając, iż tylko chłopak umiałby ocenić należycie takie rzeczy. Były to smagania, które na jej duszy zostawiły piekące pręgi”. (K, I). Posmagał ją i wyrzuceniem z domu, gdy sprzeciwiła się nakazowi poślubienia Grzesikiewicza.
Orłowski to typ despoty, tyrana, człowieka niszczącego, który wzmacnia się agresją. A jednak historia jego choroby przejmuje, a ja odczuwam współczucie. Orłowski bowiem „rozprzęgał się zwolna na dwie osobowości”.
 |
| Fermenty, tom 2; rozdz. I |
Świadomie pełni on dwie różne funkcje – jako zawiadowca i ekspedytor na stacji w Bukowcu, co jest niezgodne z przepisami prawa. Gdy zaniedbuje swoje obowiązki jako ekspedytor, pisze na siebie skargę jako zawiadowca i akceptuje słuszność kary.
„Rozdwojenie osobowości”, jak nazwie je doktor chorego, postępuje. Orłowski „rozmawiał i kłócił się z samym sobą, a raczej z tym swoim sobowtórem”, tj. Mieciem. Pod wpływem Miecia dokonuje samopodpalenia i ostatecznie zostaje przeniesiony do zakładu dla obłąkanych w Warszawie. I tam, gdy odwiedzają go Janka i Grzesikiewicz, nadal sprawuje kontrolę nad obowiązkami służbowymi. I wbrew utracie wzroku pisze raporty i „załatwia czynności służbowe”. I nosi czapkę zawiadowcy, i ma też przy sobie zwykłą czapkę. Jest dwiema osobami. I już do końca powieści pozostanie „zupełnie niepoczytalny i rozprzęgnięty umysłowo” (F, tom 2, XXII).
Dzisiaj tę chorobę nazwalibyśmy rozdwojeniem jaźni, osobowością wieloraką. Narrator nie wskazuje jasno, dlaczego Orłowski zachorował na nią. Mając jednak na uwadze, że traumy przekazywane są z rodzica na dziecko, można sądzić, że matka i/lub ojciec zgotowali mu takie piekło dzieciństwa, jakie on zgotował swojej córce.
Bo Janka w 1. części dylogii jest ciągle zdenerwowana, to właściwie chodzący kłębek nerwów. W Fermentach nie raz i nie dwa rozmyśla o własnym szaleństwie, niemal doświadcza halucynacji. Myślę, że jest wielce prawdopodobne, że gdyby kiedyś dorosłe dziecko Orłowskiej znalazło się na sesji psychoterapeutycznej, to mogłoby wypowiedzieć słowa:
- Boję się grzmotów, deszczów, żab, ciemnych pokojów, dni feralnych i wszelkich głośniejszych dźwięków.
Drugi człowiek terapeutą
Tom I Fermentów skupia się na procesie zdrowienia Janki po próbie samobójczej i budowaniu relacji z podupadającym na zdrowiu ojcem. Ten proces jest trudny, długi, ale nie niemożliwy. Za sprawą czego Janka próbuje siebie uleczyć? Jakie rozwiązania proponuje Reymont?
Wskażę cztery, gdyż te drogi interesują mnie najbardziej: drugi człowiek; muzyka; wiara; vis medicatrix naturae (uzdrawiająca siła natury).
Ale powoli.
Drugi człowiek może być terapeutą. I też drugi człowiek może być kimś, kto niszczy. Oto w prowincjonalnym, nudnym Bukowcu znajdujemy się w sieci bohaterów wyrazistych. Staś Babiński żyjący pod kloszem toksycznej matki. Zaleska marząca o karierze muzycznej i jej agresywny mąż, pragnący kariery śpiewaczej (i ciągle śmigający bicyklem). Świerkoski pragnący pieniędzy i wyładowujący frustracje na swoim psie. Andrzej Grzesikiewicz, jego ojciec alkoholik i matka - ludzie prości, ordynarni, niewykształceni. Wszyscy ci bohaterowie mają swoje marzenia, plany, namiętności. W tym panoptikonie Janka ma możliwość przyglądać się sobie podobnym, a Zaleska jest doskonałym przykładem. Ona chce osiągnąć to, co kiedyś osiągnąć pragnęła Janka - oddać się sztuce, występować na salonach.
🌲🌳🧘♀️
Po próbie samobójczej wcześniej czy później Orłowska musi skonfrontować się z szerszą społecznością, „zobaczyć trochę więcej ludzi”. Dzieje się tak przynajmniej 2 razy i są to sytuacje przejmujące (zwłaszcza pierwsza).
Janka jedzie do kościoła i uczestniczy we mszy, gdzie „z ciekawością i z pewnem uczuciem przyjemności spostrzegła twarze, znane tylko z widzenia, i osobistych swoich znajomych”. Ale te osoby obdarowują ją „impertynenckimi” i „ironiczno-litościwymi spojrzeniami”; plotkują o niej; ktoś nie chce usiąść obok niej; „wszystkie oczy przewiercają jej czaszkę, że cały świat z szyderstwem, pogardą, nienawiścią woła:
- Zdaleka od niej! wyklęta!”.
O, Boże! Niszczące doświadczenie!
Ukojenia nie znajduje w lesie, do którego się udaje, tym razem las nie działa terapeutycznie. Ulgę przynosi jej gra na fortepianie.
Muzyka bowiem ma wiele znaczeń. A swoje opinie o niej wygłaszają Janka, literatka Stabrowska, jej mąż (dla którego muzyka jest „bardzo krzepiącym odpoczynkiem").
Po pierwsze, muzyka postrzegana jest ona jako „archanielskie skrzydła duszy” i źródło szczęścia; pełni rolę inspiracji, pozwala doświadczyć uniesienia i radości.
Po drugie, to forma sztuki, która nie wymaga myślenia i jest przeznaczona dla „dusz płaskich i znudzonych”. To perspektywa, która odrzuca wartość muzyki jako wyrafinowanej formy sztuki.
Po trzecie, przemawia do uczuć i emocji człowieka. Jest opisana jako forma, która spełnia szlachetne pragnienia. Jest sposobem oderwania się od codziennej pracy i zaspokojenia uczuć.
I po czwarte, jest porównywana do chińskiej łamigłówki, którą każdy rozumie na swój sposób. To sugestia, że jest ona subiektywna i może mieć różne znaczenie dla różnych ludzi. To, co dla jednego jest „kakofonią”, dla innego może być piękną i wzruszającą sztuką. Rzeczony, będący ostatnim z przywołanych muzycznych cytatów, jest wypowiedzią krytyczną pod jej adresem, niemniej podaję go, ponieważ doskonale pasuje do psychiki Janki, psychiki, jaka została nakreślona w II tomie Fermentów (Tom ten - chcę zwrócić uwagę - skupia się m.in. na nawrocie depresji Orłowskiej, i to nawrocie ostrym, ponieważ pojawiają się w kobiecie myśli dot. szaleństwa, halucynacji. Nie zamierzam jednak tego problemu podejmować w tym poście, ponieważ post ten rozrósłby się do rozmiarów niebotycznych):
 |
| Fermenty, tom 2. rozdz. XIII |
 |
| Fermenty, tom 1; rozdz. XIV |
Po epizodzie kościelnym ulgę więc przynosi gra na fortepianie. Ale ulgę w trwaniu Jance przynosi też oczekiwanie na dawno niewidzianego przyjaciela z czasów teatru - Głogowskiego. Łączą ich, jak sam przyznał, „niezliczone nici wspólnych wrażeń, ideałów, pragnień i wstrętów”. Janka wyznaje mu treści osobiste, nawiązuje nawet do próby samobójczej:
 |
| Fermenty, tom 1; rozdz. XIV |
Druga konfrontacja z szerszą społecznością odbywa się w Kielcach. Tam w cukierni w rynku Janka „spostrzegła przy drzwiach wywieszony ogromny, czerwony afisz, ogłaszający, że towarzystwo artystów dramatycznych, pod dyrekcją Cabińskiego, w dniu dzisiejszym daje: Gniazdo rodzinne Sudermanna, z panną Majkowską w roli Magdy”. Są w tej cukierni i sami aktorzy, te „komedianckie dusze”, które przyczyniły się do jej załamania psychicznego. Ale jakże inna jest jakość tego spotkania!
Wydawać by się mogło, że to tutaj - bardziej niż w pierwszym przypadku - dominującymi powinny być wstyd, chęć uniknięcia kontaktu z ludźmi, panika, wycofanie. Dzieje się jednak inaczej. Orłowska reprezentuje postawę odważną, silną, gotową do konfrontacji. Zastanawiam się, czemu tak się stało. Twierdzę, że dlatego, że to, co człowieka łamie, policzkuje, jest tym, co go wzmacnia. Dramatyczne przeżycia, o ile się je ukołysze, uleczy, przepracuje, czynią człowieka silniejszym. Przecież „boleść uczłowiecza”.
👀🧘♀️
Drugi człowiek, jak napisałem, może być terapeutą. Szczęśliwie dla Janki na jej drodze pojawia się Jadwiga. To kobieta empatyczna, współczująca, szlachetna. W jej obecności Janka doświadcza ukojenia, a słowa, jakie od niej słyszy, wypełnione są dobrocią, stoicyzmem, wzmacniają ducha. To ona - cierpliwie znosząca swoją niedolę - mówi o spokoju wewnętrznym, o szczęściu.
 |
| Fermenty, tom 2; rozdz. XXI |
Między kobietami wytworzyła się więź sympatii. Rozmowa zeszła na temat wiary. Ta stanowi źródło siły i nadziei, pomaga patrzeć na świat z większą dobrocią i akceptacją, jest przewodnikiem moralnym, który ułatwia zrozumienie świata i ludzi wokół. Wiara inspiruje do miłości i przebaczenia.
 |
| Fermenty, tom 1; rozdz. XIII |
Ponieważ mowa o wierze, to oddaję głos innemu cytatowi. Cytatowi dotyczącemu Matki Boskiej, której wizerunek towarzyszył bohaterce, gdy po próbie samobójczej trafiła do szpitala.
 |
| Fermenty, t. 1; rozdz. III |
Matka Boska działa na Jankę w sposób pocieszający i uspokajający. W trudnych chwilach w szpitalu, kiedy czuła się słaba i zagrożona, wizerunek ten był źródłem duchowego wsparcia. Bohaterka oddawała się modlitwom i skargom do niej kierowanym, co pomagało wyrazić uczucia i troski. Modlitwa stanowiła formę wyrażenia emocji i prośby o pomoc w trudnych chwilach. Wiara jest źródłem wsparcia, pocieszenia i nadziei, pomaga przetrwać trudne chwile.
Uzdrawiająca moc natury
O lesie, do którego lubi chodzić Janka, mowa jest w Komediantce, np.:
 |
| Komediantka, rozdz. I |
Las działa terapeutycznie, a właściwość ta ma swoją nazwę: shinrin-yoku. Natura nie podlega kontroli człowieka i jest silniejsza od ludzkich aspiracji i ambicji. Jest schronieniem i stanowi miejsce, gdzie Janka może oderwać się od zgiełku społecznego. Działa na nią jak terapia właśnie, bo pomaga zrozumieć siebie i znaleźć nową motywację do działania:
 |
| Fermenty, tom 1; rozdz. XI |
Las wywołuje uczucie małości i egzystencjalnych refleksji. Las i otaczająca go natura wydają się przypominać kobiecie o tym, jak niewielka jest w obliczu nieśmiertelności kosmosu. Ale też, że jej życie może zostać zniszczone przez nieokiełznaną siłę natury.
 |
| Fermenty, tom 1; rozdz. XV |
W końcu chyba najpiękniejszy w Fermentach opis, będący crème de la crème tego, co Reymont sądzi o potencjale natury. W poniższym cytacie Janka, siedząc pod krzyżem wśród drzew i przyrody, zaczyna ponownie odczuwać, rozumieć piękno i porządek natury. Ten stan pozwala jej poczuć więź z otaczającym ją światem i znaleźć spokój. Patrząc na jesień, Janka zaczyna rozważać swoje miejsce w świecie i znaczenie życia. Przywraca spokój i harmonię. Odczuwa, że może ponownie poczuć miłość do otaczającego ją świata, co pomaga jej poczuć się mniej obcą i samotną. (I chyba staje się, jak powiedział Głogowski w III rozdziale 2. tomu: „naśladujmy drzewa, którym wystarczy rosnąć, kwitnąć, uczuwać ciepło, pić słońce, kołysać się z wiatrami, usypiać o każdej jesieni i budzić się z pierwszem drgnięciem wiosny, bo szczęście jest w trwaniu, w istnieniu i w spokoju!”):
 |
| Fermenty, tom 2; rozdz. XXIII |
Nie potępiajmy ludzi za ich pragnienia
Zacząłem od zespojlerowania 1. części dylogii Reymonta. Uczynię to samo raz jeszcze (wraz z Baczyńskim).
„Dalszym ciągiem Komediantki jest obszerna powieść Fermenty, gdzie autor opisał drugi okres życia Janki i jej duchowe przemiany po ciężkich doświadczeniach. Wróciwszy do domu ojcowskiego wchodzi Janka na powrót w tok codziennych spraw życiowych, staje się przedmiotem rywalizacji swych wielbicieli, którzy, mimo znanej z plotek prowincjonalnych jej skandalicznej przeszłości, pretendują do jej ręki. W istocie bowiem ciężkie przeżycia nie zniszczyły duszy Janki i nie zabiły w niej wrodzonych zalet charakteru. Stała się tylko jakby bardziej życiowo zrezygnowana, przycichła i nagięła się powoli do nudnego i monotonnego życia prowincji. Czasami dochodzą ją jeszcze echa z dawnego świata, zjawiają się przelotnie ludzie i wspomnienie z burzliwych czasów teatralnych, ale raz zdobyte doświadczenie i zawód fermentuje. Pod wpływem gorącej miłości swego dawnego konkurenta godzi się Janka na oddanie mu swej ręki, a zbliżywszy się do jego rodziny, ludzi prostych, ordynarnych i niewykształconych, obejmuje nad nimi władzę mocą wyższości swego pochodzenia i kultury. Z niesfornej marzycielki i fantastki, z pełnej porywów dziewczyny zmienia się w spokojną kobietę, dobrą żonę, czułą matkę i przeciętną gospodynię. To też, ujrzawszy ją w tym stanie, dawny wielbiciel z teatru czuje, że w tej zrównoważonej i rozsądnej kobiecie raz na zawsze umarła nieokiełznana, burzliwa natura dawnej Janki”.
🎀💟🧘♀️
Doświadczenie, jakie Janina Orłowska-Grzesikiewiczowa nabyła w procesie zdrowienia, doświadczenie codzienności, doświadczenie drugiego człowieka, doświadczenie natury pozwolą jej pogodzić się z samą sobą. Pozwolą pokochać ludzi i patrzeć na ich pragnienia z pełnym zrozumieniem. Reymont wyraził ten fakt w pięknym fragmencie, który jest refleksją nad ludzkimi pragnieniami, marzeniami i cierpieniem, który ukazuje współczucie dla osób ukrywających wewnętrzne konflikty za fasadą pozornej normalności, i który równocześnie kończy niniejszy post (a korci mnie, aby Fermentom poświęcić jeszcze jeden, bo są w nich wątki, które noszę w sobie):
 |
| Fermenty, tom 2; rozdz. XVI |